Każdy ma coś z gamonia
Kandydat „Gamoni i Krasnoludków“ opowiada o latających dywanach, budowie Centrum Happeningu, wyborach banalnych i ekscentrycznych oraz poszukiwaniach w IPN. Z Waldemarem „Majorem“ Fydrychem rozmawia Izabela Kraj.
Będzie druga tura wyborów?
Waldemar Fydrych: Sądzę, że tak. Znajdę się w niej razem z Januszem Korwin-Mikkem. Kluczowe wydaje się pytanie, na którego z nas odda głos Hanna Gronkiewicz-Waltz.
Dowiedz się więcej o wyborach samorządowych 2010!
Nie wiem. Zapytam. Ale dlaczego właściwie mielibyście pokonać Hannę Gronkiewicz-Waltz?
Bo Major i Korwin to dwaj najwięksi happenerzy kampanii. Warszawa jest miastem otwartym, o szerokich horyzontach. Wybór obecnej prezydent byłby zbyt banalny. Wybór Czesława Bieleckiego pozwalałby sądzić, że warszawiacy są nieco ekscentryczni, ale bez rozmachu. Liczę, że wykażą się fantazją, wyobraźnią i inteligencją. I wybiorą nas.
Malowałeś na ścianach i chodnikach krasnoludki w czasach PRL, Pomarańczowa Alternatywa wyśmiewała absurdy systemu. Czy w dzisiejszej rzeczywistości jest coś do wyśmiania?
Nasz komitet nie nazywa się Pomarańczowa Alternatywa, tylko Gamonie i Krasnoludki. To nowy twór, tak jak nowa jest rzeczywistość. Ale absurdów nadal jest wiele. Rząd jest absurdalny, absurdalna jest opozycja. Te wybory też...
Bo...?
Bo nie da się pogadać. Kandydaci z górnych miejsc w sondażach unikają dyskusji. Nawet ci najgłówniejsi między sobą nie debatują. Nie ma szans na konfrontację. Kampania przeniosła się do komputera. Śledzą ją tylko ci, co siedzą na Facebooku.
Jesteś już niemal weteranem. Za tobą trzy kampanie. Która była najciekawsza?
Zdecydowanie pierwsza, z 2002 r. M.in. właśnie dlatego, że wtedy było więcej debat wszystkich kandydatów. Każdy miał szanse się zaprezentować. Były emocje, akcje i reakcje. Lech Kaczyński był rywalem, który prowokował do dyskusji, Gronkiewicz-Waltz tego nie ma. Później poziom dyskusji publicznej poszedł bardzo w dół. I obietnice kandydatów jakby straciły rozmach.
Coś w tym jest... Nikt już dziś nie obiecuje czterech linii metra w cztery lata czy pięciu mostów.
Ja też nie będę. My mówimy: najpierw miłość, potem stacja metra. Najpierw życzliwość – potem kolejny most. Na paradę 11 listopada pójdziemy z wielkim orędziem miłości skierowanym do polityków.
Czy to kontra wobec „języka nienawiści“?
Jeśli warszawiacy będą się kochali, będą weselsi, milsi, wtedy i w korkach postoją. Ale nie będę mówił, że zwalczę korki. To banialuki. Kiedyś Janusz Piechociński podsunął mi rozwiązanie – „Na korki w stolicy jest jedna recepta: latające dywany”. Popieram.
Czyli co Krasnoludek ma do zaoferowania Warszawie?
Jako prezydent chętnie dałbym pieniądze na stadion Polonii. Tak dla równowagi, skoro pani prezydent okazała się kibicem Legii. Na chaszczach Skry zbuduję aquapark. Odbuduję też parowozownię, którą Hanna Gronkiewicz-Waltz pozwoliła zburzyć.
Dla równowagi powinieneś wyremontować kamienice na Pradze, bo tego też prezydent nie robi.
Wszyscy mówią np., że Praga jest zaniedbana, a ja uważam, że to właśnie Praga najbardziej w całym mieście rozwinęła się kulturalnie. To jest dziś miejsce artystów. Szukam tam siedziby dla mojego dużego projektu – Centrum Happeningu Światowego.
Teraz mówisz serio?
Najpoważniej. Dopóki jeszcze żyją klasycy sztuki happenerskiej, można z nimi nawiązać kontakt, porozmawiać, zebrać materiały, filmy, zdjęcia, pamiątki – trzeba to wykorzystać. M.in. z tą myślą siedziałem miesiącami w IPN, szukając materiałów o Pomarańczowej Alternatywie. Bardzo ciekawe rzeczy wynalazłem! Warszawa mogłaby być siedzibą dla takiego centrum. Za rok Pomarańczowa obchodzić będzie 30-lecie istnienia. Z tej okazji m.in. planujemy wielki koncert przed Pałacem Kultury. Gdybym był prezydentem – ogłosiłbym wtedy budowę Centrum Happeningu.
Kim są kandydaci na radnych z komitetu Gamonie i Krasnoludki?
Sami świetni ludzie. Np. muzyk Robert Brylewski i Tomek Świtalski, kiedyś z Brygady Kryzys. Piotr Ginalski, który od lat na chodnikach maluje krasnoludki. Mamy nawet emerytowanego pułkownika UOP Wojciecha Garstkę, byłego rzecznika gen. Czesława Kiszczaka.
Czyżby krasnoludki pojednały się z ówczesnym „aparatem“?
Otóż Wojciech Garstka mimo pozycji w UOP widział tamten świat podobnie jak my, w kolorze pomarańczowym. Uczestniczył nawet w jednym z naszych happeningów. I zaproponował, by pracownicy resortu spraw wewnętrznych poprzebierali się za krasnoludki. Ale gen. Kiszczak nie miał aż takiego poczucia humoru.
Na czyje poparcie dziś liczysz?
Po tym, co powiedziałem, sądzę, że gen. Kiszczak powinien mnie poprzeć. Liczę, że w drugiej turze zdecyduje się oddać na mnie głosy Hanna Gronkiewicz-Waltz. A ponieważ urodziłem się w Toruniu i poznałem Ojca Dyrektora – jego poparcie też byłoby mile widziane. Liczę na głosy od prawa do lewa. Głosując na Hannę Gronkiewicz-Waltz czy Czesława Bieleckiego, głosujesz na demagogów i doktrynerów politycznych. A głosując na Majora, głosujesz na siebie. Warszawiaku, bądź zatem sobą!
Gamoniem czy krasnoludkiem?
Do wyboru. Każdy człowiek w głębi duszy uzna, że ma w sobie trochę gamonia. Gdy cztery lata temu Wojciech Wierzejski (LPR) przegrał ze mną wybory, powiedział, że nie przypuszczał, że aż tylu jest gamoni w Warszawie. Teraz jest nas już znacznie więcej. A krasnoludki... przecież są wszędzie.
Dodaj swoją opinię
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w
jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją,
fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o.
Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione
pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.



DRUKUJ z Kyocerą
WYŚLIJ
Zakup Usług
WYKOP
GOOGLE
BLIPNIJ
STUMBLEUPON
facebook