Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszych serwisów.
Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki.

r e k l a m a

Modne nocne radnych rozmowy

Izabela Kraj 23-04-2012, ostatnia aktualizacja 23-04-2012 22:24

O ważnych sprawach dla miasta radni coraz częściej decydują pod osłoną nocy. Czemu tak? Bo wygodniej

autor: Krzysztof Skłodkowski
źródło: Fotorzepa

Komu sprawia przyjemność siedzenie grubo po północy w dusznej i ponurej sali Pałacu Kultury?

Nikomu. A jednak coraz częściej sesje Rady Warszawy kończą się późno w nocy. Taka moda na nocne radnych rozmowy zapanowała w tej kadencji w stołecznym samorządzie.

Porządek obrad układany jest tak, że najbardziej kontrowersyjne punkty pojawiają się zazwyczaj na końcu sesji. Czytaj: w nocy.  I są to albo sprawy ważne dla miasta i różnych grup mieszkańców, albo politycznie niewygodne dla urzędników i Platformy Obywatelskiej.

O prywatyzacji Stołecznego Przedsiębiorstwa Energetyki Cieplnej dyskutowano do godz. 1 – sala mimo późnej pory była wówczas pełna obawiających się o swój los pracowników spółki.

Debata o podwyżkach opłat w przedszkolach i żłobkach trwała do godz. 2 w nocy. Rodzice protestujący przeciwko nowym cenom, by powiedzieć radnym, co myślą, wytrwale czekali cały dzień.

W ostatni czwartek  znów radni wyszli z sesji  o godz. 00.09  – po ostrej wymianie zdań i wysłuchaniu rodziców na temat prywatyzacji stołówek w szkołach. Gdy mieszkańcy wychodzili, komentowali: – Skandal! Czekaliśmy tu do ciemnej nocy, by powiedzieć kilka zdań, a popędzano nas, jakbyśmy byli zbędni. Bo przecież urzędnicy i tak decyzje już podjęli i nawet nie raczyli nam odpowiedzieć na wiele pytań – mówili zdegustowani.

Taka polityka samorządu powoduje, że mieszkańcy muszą niepotrzebnie siedzieć godzinami i pilnować, kiedy łaskawie rajcy zaczną omawiać ich sprawę –  „już" o godz. 18, a może dopiero o 22.

Kiedyś tak nie było. Gdy na sesji pojawiał się tłum gości, z szacunku radni starali się ten temat omówić jak najszybciej i rozładować emocje.  A potem już zostawali w swoim gronie. Długa sesja trafiała się sporadycznie – raz na rok, np. przy okazji omawiania budżetu. A gdy normalne punkty obrad się niemiłosiernie przedłużały, sesje przerywano. Dlaczego teraz jest inaczej?

To przemyślana strategia. Odkąd Platforma rządzi miastem samodzielnie (półtora roku), za punkt honoru stawia sobie zrealizowanie całego zaplanowanego na dany dzień programu obrad. I ani razu nie pozwoliła sobie na utratę większości na sali oraz kontroli nad głosowaniami.

– Chcemy po prostu, by sesje odbywały się sprawnie. Nie zawsze to wychodzi, bo opozycja przedłuża je jałowymi dyskusjami – słyszymy argumenty PO. Także finansowe: – Dodatkowa sesja kosztuje. A radni także pracują  i trudno jest im zwalniać się w niezapowiedzianym  wcześniej terminie.

– Dla Platformy byłoby oczywiście najlepiej, gdybyśmy się w ogóle nie odzywali. Klub PO służyłby wtedy tylko do podnoszenia rąk w głosowaniach i zatwierdzania tego, co chce ratusz – ripostują radni PiS. I wyliczają zalety zastosowanego przez PO manewru:   – Nocą wszyscy są już zmęczeni. Nie ma kamer i dziennikarzy. A transmisje internetową o tej porze oglądają chyba tylko pasjonaci. Nie wszystko, co zostanie wtedy powiedziane, ma więc szansę wyciec do opinii publicznej. I o to chodzi.

Niewątpliwie wygodniej jest władzom miasta w tak nietypowym czasie mówić np. o urzędnikach zatrzymanych przez CBA za korupcję. Ale dlaczego sprawy budżetowe – kiedyś zwyczajowo  omawiane jako najważniejsze – teraz zostały zdegradowane do pozycji ostatniej – nawet za uchwałami o nazwach ulic?

To też PO ma przemyślane. Zgodnie z przepisami dyskusji o finansach nie można ograniczyć. Jeśli opozycja zechce, może nawet przez cały dzień omawiać najdrobniejsze zmiany w dochodach i wydatkach. A nocą już brakuje takiego zapału.

Można zatem pogratulować Platformie politycznej sprawności. I trzeba niestety przyzwyczaić się do nocnych Polaków rozmów o samorządzie.  Na szczęście jeszcze rajcy nie posunęli się do tego, by dyskusje przenieść wyłącznie na posiedzenia komisji, a na sesji zostawić tylko głosowania. A był taki pomysł...

Pewnie byłoby wówczas jeszcze sprawniej. Ale czy transparentnie?

Życie Warszawy