Używamy plików cookies, by ułatwić korzystanie z naszych serwisów.
Jeśli nie chcesz, by pliki cookies były zapisywane na Twoim dysku zmień ustawienia swojej przeglądarki.

r e k l a m a

Siłą wyganiani z Elby

Marek Kozubal 16-03-2012, ostatnia aktualizacja 16-03-2012 22:46

Ochrona zajęła squat przy Elbląskiej. Bilans: atak gazem, barykada, ucieczka na dach i ranna policjantka

Podczas przejmowania terenu przez firmę ochroniarską doszło  do zamieszek
autor: Robert Gardziński
źródło: Fotorzepa
Podczas przejmowania terenu przez firmę ochroniarską doszło do zamieszek

„Policja właśnie brutalnie pacyfikuje warszawski squat Elba. Przysyłajcie dziennikarzy, może będzie mniej brutalnie" – takiego esemesa dostaliśmy w piątek przed południem.

Na teren dawnych fabryk  przy ul. Elbląskiej,  zajmowany od 2004 roku przez młodzież alternatywną (ok. 60 osób),  właśnie wchodzili ochroniarze z firmy, której właścicielem jest były bokser Grzegorz Skrzecz. Teren ten miał przejąć dla firmy recyklingowej  Euro-Top-Kol.

– Ochrona została zatrudniona przez firmę, która w styczniu wynajęła od nas ten teren –  potwierdza Sławomir Kuźmiński, radca prawny ostrołęckiej  firmy Stora Enso Poland, która jest właścicielem obiektu, w którym funkcjonował squat.

– Nie damy się stąd wyrzucić, dopóki nie dostaniemy wyroku sądu o eksmisji. Będziemy bronili tego miejsca – zapowiada jednak Andrzej, członek kolektywu Elby.

Część skuatersów weszła na dach posesji, pozostali skrzyknęli znajomych przez Internet i telefony. W krótkim czasie pod bramą wejściową zgromadził się tłum m.in. anarchistów.  Dołączyli politycy z SLD, Ruchu Palikota i związkowcy „Solidarności" . Pomiędzy lokatorami a ochroniarzami i policją doszło do przepychanek. Policja użyła gazu łzawiącego, a demonstranci wybudowali na ulicy barykadę z kamieni, desek i rowerów. Na miejsce wezwano straż pożarną. Przyjechała nawet armatka wodna. Policjanci bali się, że demonstranci podpalą zgromadzone w pobliżu  opony.   – W czasie przepychanek została poszkodowana nasza policjantka. Z obrażeniami nogi trafiła do szpitala – informował Mariusz Mrozek ze stołecznej policji. Mundurowi w pełnym rynsztunku, z tarczami, pałkami i w kaskach obstawili teren wokół obiektu. W środku byli ochroniarze.  – Ten teren należy się nam przez zasiedzenie. Jesteśmy tu od wielu lat!  – atakowali squatersi.

Z komunikatu podpisanego przez zarząd Stora Enso Poland wynika jednak, że na terenie tego obiektu dochodziło do nielegalnego poboru prądu, a właściciel dwa razy składał na policję doniesienie o nielegalnym zajęciu jego terenu.  – Od kilku lat próbowaliśmy odzyskać ten teren polubownie, rozmawialiśmy  z osobami, które go  zajmowały. Bez skutku – stwierdza Sławomir Kuźmiński.

„Jesteśmy zaskoczeni skalą i formą naruszenia naszych właścicielskich uprawnień" – czytamy w oświadczeniu spółki.

– Ten teren jest nielegalnie zasiedlony. Ale bez wyroku sądu nie powinno dochodzić do eksmisji. Tym powinien się zajmować komornik. Naszym zdaniem firma łamie prawo – uważa Krystian Legierski, radny miasta z klubu SLD, który wspierał lokatorów Elby. Squat organizował tam pokazy filmów, performance, koncerty. Ostatecznie wieczorem doszło do „zawieszenia broni". Policja odstąpiła a właściciel terenu dał lokatorom „Elby" tydzień na wyprowadzkę.

Życie Warszawy