r e k l a m a

Poranny koszmar na osiedlu Derby

rbi 07-02-2012, ostatnia aktualizacja 07-02-2012 02:33

Dwa autobusy nie przyjechały, a kierowca trzeciego wyprosił ludzi i pojechał pustym wozem, czwarty nie poczekał na pasażerów, a piąty wlókł się jak żółw – mieszkańcy os. Derby nie mieli jak dojechać wczoraj do pracy

Ten autobus 132 nie zabrał wczoraj rano pasażerów. Zdjęcie dostaliśmy od czytelnika
autor: Julian sinas
źródło: Fotorzepa
Ten autobus 132 nie zabrał wczoraj rano pasażerów. Zdjęcie dostaliśmy od czytelnika

Na ul. Skarb­ka z Gór usta­wio­ne są dwa przy­stan­ki. Z jed­ne­go od­jeż­dża au­to­bus li­nii 132 do sta­cji me­tra Ma­ry­mont, z dru­gie­go – po dru­giej stro­nie uli­cy – 527 na Wo­lę.

Na oby­dwu przy­stan­kach wczo­raj ra­no cze­ka­ły tłu­my pa­sa­że­rów.

– Nie przy­je­chał „132" o godz. 8.30 ani o 8.50 – opo­wia­da pan Ju­lian, nasz sta­ły czy­tel­nik, któ­ry przez za­to­ry au­to­bu­so­we spóź­nił się wczo­raj po­nad go­dzi­nę do pra­cy. – Na przy­stan­kach zbie­ra­ło się co­raz wię­cej osób, a au­to­bu­su nie by­ło wi­dać – re­la­cjo­nu­je.

W koń­cu po godz. 9 pod­je­chał au­to­bus. Zmar­z­nię­ci pa­sa­że­ro­wie we­szli do środ­ka. Nie­ste­ty kie­row­ca ich wy­pro­sił, tłu­ma­cząc, że nie za­bie­ra pa­sa­że­rów.

– Nie wy­tłu­ma­czył nam, dla­cze­go nie chce nas za­brać ani co się sta­ło z po­przed­ni­mi kur­sa­mi

– opo­wia­da wzbu­rzo­ny pan Ju­lian. – Burk­nął tyl­ko, że ma­my wy­sia­dać. Tak też zro­bi­li­śmy.

Po prze­ciw­nej stro­nie uli­cy po­ja­wił się au­to­bus li­nii 527.

By­ła godz. 9.09. Pa­sa­że­ro­wie, wie­dząc, że pla­no­wo od­jeż­dża on o godz. 9.15, po­bie­gli na dru­gi przy­sta­nek.

– Tym­cza­sem kie­row­ca wy­pu­ścił lu­dzi i od­je­chał sześć mi­nut przed cza­sem – opo­wia­da­ją pa­sa­że­ro­wie. – Prze­cież nie da­ło się nie za­uwa­żyć, że bie­gnie do nie­go kil­ka­dzie­siąt osób – re­la­cjo­nu­ją miesz­kań­cy Der­bów.

Pa­sa­że­ro­wie od­je­cha­li ko­lej­nym au­to­bu­sem tej li­nii.

– To był kosz­mar, au­to­bus wlókł się jak żółw, by­ło w nim okrop­nie zim­no, kie­row­ca nie ko­rzy­stał z „go­rą­ce­go przy­ci­sku", tyl­ko otwie­rał drzwi na  każ­dym przy­stan­ku – wspo­mi­na żona pana Ju­liana, Antonina.

Dro­ga do Śród­mie­ścia za­ję­ła pra­wie go­dzi­nę. – Mi­mo że po­jazd miał ol­brzy­mie opóź­nie­nie, na pl. Zam­ko­wym cze­kał po­nad sie­dem mi­nut – opo­wia­da pa­ni Bar­ba­ra, któ­ra nie zdą­ży­ła na waż­ne spo­tka­nie u sie­bie w fir­mie. – Oczy­wi­ście z otwar­ty­mi wszyst­ki­mi drzwia­mi. Kie­row­ca tłu­ma­czył, że mu­si po­cze­kać na zmien­ni­ka. Ma­ło co lu­dzie go nie zlin­czo­wa­li.

Co by­ło po­wo­dem ta­kich opóź­nień?

– W tym cza­sie na mo­ście Gro­ta-Ro­wec­kie­go był wy­pa­dek – tłu­ma­czy Pa­weł Ka­im, dy­rek­tor fir­my ITS Mi­chal­czew­ski, któ­ra ob­słu­gu­je część kur­sów li­nii 132. – Au­to­bu­sy sta­ły w kor­ku na­wet dwie go­dzi­ny.  Nie by­ło jak się z nie­go wy­do­stać.

A co z kie­row­cą, któ­ry nie po­cze­kał na pa­sa­że­rów? – Oka­zu­je się, że wca­le nie od­je­chał przed cza­sem, tyl­ko przez kor­ki na Bia­ło­łę­ce był dzie­więć mi­nut spóź­nio­ny – mó­wi Adam Sta­wic­ki, rzecz­nik Miej­skich Za­kła­dów Au­to­bu­so­wych. –  Kie­row­ca wy­pu­ścił więc pa­sa­że­rów, po­zwo­lił wejść tym, któ­rzy by­li na przy­stan­ku, i ru­szył, by nad­ro­bić spóź­nie­nie.

Życie Warszawy