Godzinami wozili bezdomnego
Przez cztery godziny policjanci szukali bezdomnemu noclegowni. Powód? Nie wiedzą, gdzie są wolne miejsca
Zgłoszenie o bezdomnym na Dworcu Zachodnim, który potrzebował pomocy, policjanci dostali w nocy ze środy na czwartek. Siedem minut później przy mężczyźnie był już radiowóz, który go zabrał.
Od drzwi do drzwi
Mundurowi z Woli, bo to oni podejmowali tę interwencję, podjechali najpierw do ośrodka przy ul. Żytniej. Tam nie było miejsc, więc funkcjonariusze pojechali dalej – do schroniska na ul. Wolskiej.
Tutaj też nie przyjęto mężczyzny. – Został zbadany alkomatem i okazało się, że jest pijany. Miał 0,7 promila. Takich osób zgodnie z naszym regulaminem nie przyjmujemy – usłyszeliśmy w schronisku. Pracownik dodał też, że w tej chwili jest komplet i osoby przywożone przez policję oraz straż są odsyłane do noclegowni. – Chyba że ktoś sam się do nas zgłosi, wtedy nie odsyłamy, ale przyjmujemy jak bliźniego – tłumaczy pracownik schroniska.
Po wizycie na ul. Wolskiej policjanci pojechali z mężczyzną do noclegowni na ul. Przyce. Tego ośrodka już nie ma. Podobnie jak tego z ul. Mszczonowskiej. Mundurowi trafili więc do noclegowni przy ul. Potrzebnej. Bezdomny nie został tam przyjęty z powodu odoru alkoholu i padaczki.
Pracownicy obawiali się, że może dostać ataku. Funkcjonariusze pojechali więc na Dworzec Centralny. Tam koledzy policjanci nie potrafili im jednak pomóc.
Po drodze mężczyzna przyznał funkcjonariuszom, że ostatnio spał w noclegowni przy ul. Skaryszewskiej.
Policjanci zadzwonili więc do placówki i poprosili o łóżko dla bezdomnego. – Usłyszeli, że nie może być on jednak przyjęty z powodu przekroczenia limitu czasu – opowiada Tomasz Oleszczuk z komendy stołecznej policji.
Tymczasem Robert Starzyński, kierownik noclegowni z ul. Skaryszewskiej, zapewnia nas, że takiego telefonu nie było.
– Nie ma u nas czegoś takiego jak limit czasu – podkreśla Robert Starzyński. Dodaje, że kiedy policjanci przywieźli bezdomnego przed godz. 3, to od razu został on przyjęty.
Tymczasem Tomasz Oleszczuk utrzymuje, że mężczyznę w praskim ośrodku przyjęto dopiero po drugim telefonie ze Stołecznego Stanowiska Kierowania (SSK). A policyjna interwencja zakończyła się dopiero o godz. 4.29, czyli po czterech godzinach.
Odbijanie piłeczki
Dlaczego trwała tak długo? Policjanci mówią, że to noclegownie odsyłały ich z bezdomnym. To dziwi urzędników ze stołecznego ratusza.
– Nie powinno dojść do takiej sytuacji. Informacja o wolnych miejscach w noclegowniach znajduje się w Biurze Polityki Społecznej u koordynatora do spraw bezdomnych. Jego telefon jest dostępny dla wszystkich służb przez całą dobę. Dane posiada także straż miejska, która została wyznaczona do zajmowania się transportem bezdomnych do noclegowni. Wystarczyłoby, że policjanci zadzwoniliby tam, i od razu wiedzieliby, gdzie zawieźć tę osobę – tłumaczy Bogdan Jaskołd, dyrektor Biura Polityki Społecznej.
Maciej Karczyński, rzecznik stołecznej policji, mówi, że straż miejska odmówiła pomocy. – Policja wcale nie chciała wsparcia. Ich dyżurny pytał tylko, czy nie mamy w tym rejonie wolnego patrolu. Wszystkie jednak były wówczas na interwencji – tłumaczy Grzegorz Staniszewski, naczelnik prewencji straży miejskiej. Dodaje, że w nocy ze środy na czwartek strażnicy przewozili 13 bezdomnych. A w ciągu tygodnia mrozów zawieźli do noclegowni 67 osób, 51 do izby wytrzeźwień, a do kolejnych 31 wezwali pogotowie.
Dyrektor Jaskołd przypomina, że na organizowanej przez wojewodę odprawie przed zimą miasto przekazało wszystkim służbom, w tym i policji, książeczkę ze wszystkimi numerami telefonów do noclegowni.
– Takie informacje powinny dotrzeć do patroli policyjnych. Chciałbym wyjaśnić tę sprawę, bo wcześniej nie mieliśmy z podobną sytuacją do czynienia – mówi dyr. Jaskołd. Dodaje, że ma wrażenie, iż policjanci działali na własną rękę, a wystarczyłoby, żeby wykręciliby numer do straży miejskiej 986 lub urzędu wojewódzkiego – 987 i nie byłoby problemu – uważa dyr. Jaskołd.
Ivetta Biały, rzecznik wojewody, mówi, że na ich stronie jest aktualny wykaz noclegowni, ale nie ma tam danych, w których ośrodkach są wolne miejsca. – Wojewoda poprosi o wyjaśnienie historii tej interwencji – dodaje.
Maciej Karczyński kwituje sprawę krótko: – Najważniejsze, że policjanci uratowali temu człowiekowi życie.
Z danych miasta wynika, że w Warszawie jest 1500 miejsc dla bezdomnych, z czego ok. 100 wczoraj była wolnych.
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w
jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją,
fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o.
Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione
pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.



DRUKUJ z Kyocerą
WYŚLIJ
Zakup Usług
WYKOP
GOOGLE
BLIPNIJ
STUMBLEUPON
facebook