r e k l a m a

Godzinami wozili bezdomnego

Janina Blikowska,Marek Kozubal 04-02-2012, ostatnia aktualizacja 04-02-2012 01:29

Przez cztery godziny policjanci szukali bezdomnemu noclegowni. Powód? Nie wiedzą, gdzie są wol­ne miejsca

Bezdomni na Dworcu Centralnym
autor: Guz Rafał
źródło: Fotorzepa
Bezdomni na Dworcu Centralnym

Zgło­sze­nie o bez­dom­nym na Dwor­cu Za­chod­nim, któ­ry po­trze­bo­wał po­mo­cy, po­li­cjan­ci do­sta­li w no­cy ze śro­dy na czwar­tek. Sie­dem mi­nut póź­niej przy męż­czyź­nie był już ra­dio­wóz, któ­ry go za­brał.

Od drzwi do drzwi

Mun­du­ro­wi z Wo­li, bo to oni   po­dej­mo­wa­li tę in­ter­wen­cję,  pod­je­cha­li naj­pierw do ośrod­ka przy ul. Żyt­niej. Tam nie by­ło miejsc, więc funk­cjo­na­riu­sze po­je­cha­li da­lej – do schro­ni­ska na ul. Wol­skiej.

Tu­taj też nie przy­ję­to męż­czy­zny. – Zo­stał zba­da­ny al­ko­ma­tem i oka­za­ło się, że jest pi­ja­ny. Miał 0,7 pro­mi­la. Ta­kich osób zgod­nie z na­szym re­gu­la­mi­nem nie przyj­mu­je­my – usły­sze­li­śmy w schro­ni­sku. Pra­cow­nik do­dał też, że w tej chwi­li jest kom­plet i oso­by przy­wo­żo­ne przez po­li­cję oraz straż są od­sy­ła­ne do noc­le­gow­ni. – Chy­ba że ktoś sam się do nas zgło­si, wte­dy nie od­sy­ła­my, ale przyj­mu­je­my jak bliź­nie­go – tłu­ma­czy pra­cow­nik schro­ni­ska.

Po wi­zy­cie na ul. Wol­skiej po­li­cjan­ci po­je­cha­li z męż­czy­zną do noclegowni na ul. Przy­ce. Te­go ośrod­ka już nie ma. Po­dob­nie jak te­go z ul. Msz­czo­now­skiej. Mun­du­ro­wi tra­fi­li więc do noc­le­gow­ni przy ul. Po­trzeb­nej. Bez­dom­ny nie zo­stał tam przy­ję­ty z po­wo­du odo­ru al­ko­ho­lu i pa­dacz­ki.

Pra­cow­ni­cy oba­wia­li się, że mo­że do­stać ataku. Funk­cjo­na­riu­sze po­je­cha­li więc na Dwo­rzec Cen­tral­ny. Tam ko­le­dzy po­li­cjan­ci nie po­tra­fi­li im jednak po­móc.

Po dro­dze męż­czy­zna przy­znał funk­cjo­na­riu­szom, że ostat­nio spał w nocle­gow­ni  przy ul. Ska­ry­szew­skiej.

Po­li­cjan­ci zadzwo­nili więc do placówki i poprosili o łóż­ko dla bez­dom­ne­go. – Usły­sze­li, że nie mo­że być on jed­nak przy­ję­ty z po­wo­du prze­kro­cze­nia li­mi­tu cza­su – opo­wia­da To­masz Olesz­czuk z ko­men­dy sto­łecz­nej po­li­cji.

Tym­cza­sem Ro­bert Sta­rzyń­ski, kie­row­nik noc­le­gow­ni z ul. Ska­ry­szew­skiej, za­pew­nia nas, że ta­kie­go te­le­fo­nu nie by­ło.

– Nie ma u nas cze­goś ta­kie­go jak li­mit cza­su – pod­kre­śla Ro­bert Sta­rzyń­ski. Do­da­je, że kie­dy po­li­cjan­ci przy­wieź­li bez­dom­ne­go przed godz. 3, to od ra­zu zo­stał on przy­ję­ty.

Tym­cza­sem To­masz Olesz­czuk utrzy­mu­je, że męż­czy­znę w pra­skim ośrod­ku przy­ję­to do­pie­ro po dru­gim te­le­fo­nie ze Sto­łecz­ne­go Sta­no­wi­ska Kie­ro­wa­nia (SSK). A po­li­cyj­na in­ter­wen­cja za­koń­czy­ła się do­pie­ro o godz. 4.29, czy­li po czte­rech go­dzi­nach.

Odbijanie piłeczki

Dla­cze­go trwa­ła tak dłu­go? Po­li­cjan­ci mó­wią, że to noc­le­gow­nie od­sy­ła­ły ich z bez­dom­nym. To dzi­wi urzęd­ni­ków ze sto­łecz­ne­go ra­tu­sza.

– Nie po­win­no dojść do ta­kiej sy­tu­acji. In­for­ma­cja o wol­nych miej­scach w noc­le­gow­niach znaj­du­je się w Biu­rze Po­li­ty­ki Spo­łecz­nej u ko­or­dy­na­to­ra do spraw bez­dom­nych. Je­go te­le­fon jest do­stęp­ny dla wszyst­kich służb przez ca­łą do­bę. Dane po­sia­da tak­że straż miej­ska, któ­ra zo­sta­ła wy­zna­czo­na do zaj­mo­wa­nia się trans­por­tem bez­dom­nych do noc­le­gow­ni. Wy­star­czy­łoby, że po­li­cjan­ci za­dzwo­ni­li­by tam, i od ra­zu wie­dzie­li­by, gdzie za­wieźć tę oso­bę – tłu­ma­czy Bog­dan Ja­skołd, dy­rek­tor Biu­ra Po­li­ty­ki Spo­łecz­nej.

Ma­ciej Kar­czyń­ski, rzecz­nik sto­łecz­nej po­li­cji, mó­wi, że straż miej­ska od­mó­wi­ła po­mo­cy.  – Po­li­cja wca­le nie chcia­ła wsparcia. Ich dy­żur­ny py­tał tyl­ko, czy nie ma­my w tym re­jo­nie wol­ne­go pa­tro­lu. Wszystkie jed­nak by­ły wów­czas na in­ter­wen­cji – tłu­ma­czy Grze­gorz Sta­ni­szew­ski, na­czel­nik pre­wen­cji stra­ży miej­skiej. Do­da­je, że w no­cy ze śro­dy na czwar­tek  straż­ni­cy prze­wo­zi­li 13 bez­dom­nych. A w cią­gu ty­go­dnia mro­zów za­wieź­li do noc­le­gow­ni 67 osób, 51 do izby wy­trzeź­wień, a do kolej­nych 31 we­zwa­li po­go­to­wie.

Dy­rek­tor Ja­skołd przy­po­mi­na, że na or­ga­ni­zo­wa­nej przez wo­je­wo­dę od­pra­wie przed zi­mą mia­sto prze­ka­za­ło wszyst­kim służ­bom, w tym i po­li­cji, ksią­żecz­kę ze wszyst­ki­mi nu­me­ra­mi te­le­fo­nów do noc­le­gow­ni.

– Ta­kie in­for­ma­cje po­win­ny do­trzeć do patroli policyjnych. Chciał­bym wy­ja­śnić tę spra­wę, bo wcze­śniej nie mie­li­śmy z po­dob­ną sy­tu­acją do czy­nie­nia – mó­wi dyr. Ja­skołd. Do­da­je, że ma wra­że­nie, iż po­li­cjan­ci dzia­ła­li na wła­sną rę­kę, a wy­star­czy­ło­by, że­by wy­krę­ci­liby nu­mer do stra­ży miej­skiej 986 lub urzędu wo­je­wódz­kie­go – 987 i nie by­łoby pro­ble­mu – uwa­ża dyr. Ja­skołd.

Ivet­ta Bia­ły, rzecz­nik wo­je­wo­dy, mó­wi, że na ich stro­nie jest ak­tu­al­ny wy­kaz noc­le­gow­ni, ale nie ma tam da­nych, w  któ­rych ośrod­kach są wol­ne miej­sca. – Wo­je­wo­da po­pro­si o wy­ja­śnie­nie hi­sto­rii tej in­ter­wen­cji – do­da­je.

Ma­ciej Kar­czyń­ski kwi­tu­je spra­wę krót­ko: – Naj­waż­niej­sze, że po­li­cjan­ci ura­to­wa­li te­mu czło­wie­ko­wi ży­cie.

Z da­nych mia­sta wy­ni­ka, że  w War­sza­wie jest 1500 miejsc dla bez­dom­nych, z cze­go ok. 100 wczo­raj by­ła wol­nych.

Życie Warszawy