„Hair” – bunt i miłość wciąż aktualne
Wspaniała muzyka, szalona choreografia i ponadczasowe przesłanie – to wszystko znajdziemy w musicalu „Hair". 9 lutego jego wrocławska wersja w Sali Kongresowej
Czy opowieść o grupie hippisów, młodzieńczym buncie, sprzeciwie wobec wojny w Wietnamie i polityków, wolności i miłości nie straciła dziś na aktualności?
– Absolutnie nie, wystarczy otworzyć gazety i przeczytać choćby o manifestacjach przeciwników ACTA. Bunt młodych ludzi przeciwko systemowi nadal jest aktualny i ważny. Wtedy symbolem zła była między innymi wojna w Wietnamie, dziś są to wielkie korporacje czy instytucje polityczne – mówi reżyser spektaklu przygotowanego we wrocławskim teatrze Capitol Konrad Imiela. – A to, że za pomocą miłości musimy walczyć z nienawiścią i złem, jest przesłaniem uniwersalnym. Trzeba przypominać też, że nie wolno nam rezygnować z naszych marzeń i ideałów.
Reżyser na siłę nie uwspółcześniał spektaklu, bo słusznie twierdzi, że jego muzyczna forma jest nierozerwalnie związana z czasem powstania.
– Poza tym świat dzieci kwiatów wciąż jest atrakcyjny wizualnie i muzycznie, więc nie ma sensu unowocześniać go na siłę – dodaje Imiela.
Wrocławski „Hair" zbierał znakomite recenzje, podkreślano oszałamiającą sprawność wykonawców, świeżość i energię bijącą ze sceny. W listopadzie 2010 r. w Sali Kongresowej był na przedstawieniu komplet, a wykonawcy kilka razy bisowali.
Sceniczna premiera musicalu Gerome'a Ragniego i Jamesa Rado odbyła się w 1968 r. w Biltmore Theatre. Opowiadający o grupie hippisów „Hair" miał sporo kłopotów – władze próbowały zablokować premiery w kolejnych miastach ze względu na kontrowersyjne sceny, między innymi palenie flagi amerykańskiej, wszechobecną nagość i liczne odwołania do narkotyków, co przysparzało mu tylko popularności.
Ale prawdziwą sławę musicalowi przyniosła ekranizacja Milosa Formana z 1979 r. Film zdobył jedną nominację do Oscara i dwie do Złotych Globów oraz oddanych fanów. Także w Polsce.
– Wersję Formana widziałem kilkanaście razy, to jeden z najważniejszych dla mnie filmów. Byłem też na inscenizacji „Hair" w gdyńskim Teatrze Muzycznym – mówi Tomasz Judycki z Żoliborza. – Na pewno pójdę do Sali Kongresowej na „Hair". Świat jest dziś zupełnie inny niż w latach 60. ubiegłego stulecia, ale o pewnych wartościach nie możemy zapomnieć. No i ta fantastyczna muzyka.
Mamy dziesięć dwuosobowych zaproszeń na „Hair" na 9 lutego do Sali Kongresowej. Otrzymają je osoby, które jako pierwsze przyślą dziś, między godz. 12 a 12.15, e-mail na adres: miasto@zw.com.pl ze słowem „hair" w tytule
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w
jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją,
fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o.
Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione
pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.



DRUKUJ z Kyocerą
WYŚLIJ
Zakup Usług
WYKOP
GOOGLE
BLIPNIJ
STUMBLEUPON
facebook