r e k l a m a

Janosikowe – sprawdzian przed ministrem finansów

Izabela Kraj 19-01-2012, ostatnia aktualizacja 19-01-2012 00:08

To nie jest alternatywa: „wszystko albo nic”. To bój o to, by cokolwiek udało się zmienić – mówią inicjatorzy ustawy o zmianie zasad naliczania tzw. janosikowego

Przedstawiciele komitetu STOP Janosikowe spotykają się jutro z ministrem finansów Jackiem Rostowskim. To ważny sprawdzian, zanim obywatelski projekt ustawy  o podziale pieniędzy płaconych przez bogate gminy na rzecz biedniejszych trafi pod obrady parlamentu.

Przypomnijmy – chodzi o to:

  • by obniżyć janosikowe o około 20 proc. (dziś sama Warszawa oddaje na ten cel do budżetu państwa blisko miliard złotych rocznie, Mazowsze – ok. 700 mln zł),
  • by pieniądze z janosikowego szły na konkretne projekty, a nie na widzimisię samorządów  (dziś z pieniędzy zabranych Warszawie burmistrzowie ubogich gmin na Podlasiu mogą sobie np. kupić limuzyny),
  • by urealnić sposób naliczania janosikowego w oparciu o realną liczbę mieszkańców miasta, a nie tylko osób zameldowanych.

Lider komitetu przedsiębiorca Rafał Szczepański od wielu tygodni spotyka się z posłami, szefami poszczególnych klubów i prowadzi swoistą krucjatę, lobbując za zmianami zbójeckiego – jak mówi – prawa.  Piątkowe spotkanie z ministrem Rostowskim – dziś także posłem warszawskim –  to jedno z istotniejszych. Bo resort przez lata wykazywał niechęć do jakichkolwiek zmian. Czy tym razem będzie inaczej?

– Mam nadzieję, że minister nie utnie rozmowy krótkim „weto". Dziwne by było, gdyby zamykał dyskusję, zanim jeszcze rozpoczęła się ona w Sejmie. Chcę podkreślić, że to nie jest walka o „wszystko albo nic". My zabiegamy, by wprowadzić jakiekolwiek zmiany, bo dziś sposób liczenia janosikowego jest archaiczny i niesprawiedliwy – wylicza Rafał Szczepański.

W rozmowie z szefem resortu zamierza podkreślić argument, że zmiana tych przepisów to nie tylko ulga finansowa dla Warszawy i Mazowsza (choć rzeczywiście w największej skali), ale także dla Wrocławia, Gdańska, Krakowa czy Poznania. – W tym kontekście to nie jest problem warszawski, ale ogólnokrajowy – ocenia inicjator.

1 mld zł oddaje rocznie Warszawa do budżetu państwa w ramach janosikowego

Sejm zgodnie z przepisami powinien zająć się obywatelskim projektem do końca kwietnia. Ale to nie znaczy, że już w kwietniu zmienią się przepisy. Posłowie muszą  po prostu rozpocząć procedurę. Prawdopodobnie jeszcze w lutym ta kwestia pojawi się w komisji samorządowej. Jedyną warszawską reprezentantką jest w niej Ligia Krajewska (PO), była wiceprzewodnicząca Rady Warszawy.  – Jeszcze nie wiem, czy podstawą do naszej pracy będzie tylko projekt obywatelski, czy może wystąpimy z naszymi własnymi propozycjami – zapowiada Ligia Krajewska.

– Prawdą jest, że zaproponowane przez komitet rozwiązania spowodują sporą rewolucję. Nie wiem, czy dziś w Sejmie jest na to gotowość. Niektórzy sugerują prostsze rozwiązania, np.  by wreszcie zrekompensować Warszawie koszty stołeczności – mówi nam posłanka.

Wówczas stolica jednym strumieniem oddawałaby janosikowe tak jak dotąd, drugim – nieco mniejszym – pieniądze wracałyby jako rekompensata za uciążliwości wynikające z bycia stolicą.

To jednak nie rozwiązałoby problemów innych dużych miast, które również liczą na  ulgę.  Radni opozycji natomiast sceptycznie podchodzą do sprawy.  – Nie wierzę, by Sejm jakoś radykalnie ściął janosika czy zrewolucjonizował zasady liczenia tego podatku – ocenia poseł Adam Kwiatkowski (PiS). – Ale to będzie  sprawdzian odpowiedzialności Platformy Obywatelskiej, która przed wyborami zaangażowała się w kampanię STOP Janosikowe.

Bardziej radykalny w ocenie jest poseł Przemysław Wipler (PiS). – Doświadczenie poprzedniej kadencji pokazuje, że wszelkie projekty obywatelskie są odrzucane od razu w pierwszym czytaniu. Gotów jestem się założyć, że tu będzie podobnie. A jeśli nie, to będą to tylko ruchy pozorowane – ocenia.

Życie Warszawy