r e k l a m a

W stolicy bez śniegu, ale gorąco z gwiazdami

Maciej Stempurski 13-01-2012, ostatnia aktualizacja 13-01-2012 22:39

Sting, Chris Rea, Lamb i Al Di Meola – muzyczna zima zapowiada się gorąco na stołecznych scenach

Zanim latem będzie można zobaczyć me­gagwiaz­dy estra­dy – Cold­play na Sta­dio­nie Na­ro­do­wym i Red Hot Chil­i Pep­pers  na Bemowie – w zi­mo­we wie­czory war­to wy­brać się do klu­bów, któ­re pro­po­nu­ją na­praw­dę nie­złą ofer­tę kon­cer­to­wą.

Naj­bo­gat­szą ma Sto­do­ła (ul. Ba­to­re­go 10), gdzie prócz ma­sy pol­skich wy­ko­naw­ców za­gra­ją mię­dzy­na­ro­do­we gwiaz­dy. Już w po­nie­dzia­łek usłyszymy Tar­ję Tu­ru­nen, nie­gdyś wo­ka­list­kę kul­to­we­go, me­ta­lo­we­go fiń­skie­go ze­spo­łu Ni­gh­twish. Ar­tyst­ka od 2005 r. dzia­ła pod wła­snym na­zwi­skiem.

Kon­cer­tu nie moż­na prze­ga­pić, bo pięk­na Tar­ja za­po­wie­dzia­ła po tej tra­sie kil­ku­let­nią prze­rwę w dzia­łal­no­ści mu­zycz­nej. Ty­dzień póź­niej za­gra­ją Drop­kick Mur­phys z Bo­sto­nu – czy­li fa­ce­ci, któ­rzy łą­czą punk roc­ka z ir­landz­ką mu­zy­ką lu­do­wą! Ich we­so­łe pio­sen­ki zy­sku­ją na oryginalności przez to, że sza­le­ni fa­ce­ci wy­ko­rzy­stu­ją nie tyl­ko gi­ta­ry i per­ku­sję, ale rów­nież ban­jo, akor­de­on i du­dy. Pro­mu­ją swój naj­now­szy al­bum „Go­ing Out In Sty­le".

W Pal­la­dium (ul. Zło­ta 9) 7 lu­te­go wy­stą­pi­ słyn­ny bry­tyj­ski du­et Lamb, uwa­ża­ny obok Mas­si­ve At­tack i Por­ti­she­ad za pio­nie­rów trip ho­pu.

12 mar­ca zagra gi­gant jaz­zo­wej gi­ta­ry Al Di Me­ola. Ten niezwykle w Pol­sce po­pu­lar­ny mu­zyk wspa­nia­le łą­czy jaz­zo­we im­pro­wi­za­cje z et­nicz­ny­mi, a cza­sem z roc­kiem.

W Pro­xi­mie (ul. Żwir­ki i Wi­gu­ry 99a) zi­ma pod zna­kiem kla­sy­ki alternatywnego roc­ka. Naj­pierw 11 lu­te­go ba­si­sta le­gen­dar­ne­go Joy Di­vi­sion Pe­ter Ho­ok wy­ko­na w ca­ło­ści al­bum „Unk­nown Ple­asu­res", de­biut ze­spo­łu Ia­na Cur­ti­sa.

A kto ma ocho­tę na wiel­kie wi­do­wi­ska w Sa­li Kon­gre­so­wej, mo­że zi­mą wy­brać się do PKiN: 5 lu­te­go za­gra tu Chris Rea, a dzie­sięć dni póź­niej Sting. Obu pa­nów chy­ba przed­sta­wiać nie trze­ba.

Życie Warszawy