Śmierć po wyroku eksmisyjnym
Artysta plastyk popełnił samobójstwo w dniu, w którym sąd wydał wyrok eksmisyjny jego zadłużonej pracowni z Rynku Starego Miasta. Sprawę bada policja.
Zbigniew N. od kilkudziesięciu lat miał pracownię na Starówce. Był znanym malarzem na szkle.
– Używał unikatowej techniki. Należał do stowarzyszenia Manufaktury Warszawskie, ostatnio dostał stypendium ministra kultury – mówi jego przyjaciel Waldemar Prusak.
Plastyk od 1992 r. wynajmował pracownię od dzielnicy Śródmieście. Przez dziesięć lat nie miał problemów z płatnościami. – Te pojawiły się na początku 2002 r. – opowiada Rafał Chromiński z Zakładu Gospodarowania Nieruchomościami Śródmieście.
W kwietniu 2002 r. pierwszy raz wypowiedziano N. umowę najmu. Kiedy kilka lat później, w 2008 r., spłacił należności, dzielnica zgodziła się, by bez przetargu ponownie objął ten lokal. Zbigniew N. choć go użytkował, nie podpisał drugiej umowy z urzędnikami. Rok temu przestał zupełnie płacić.
W styczniu 2009 r. poinformował ZGN, że nie prowadzi już działalności gospodarczej. Miał dosłać dokumenty i uregulować zobowiązania. Nie zrobił tego, dlatego w czerwcu br. ZGN wystąpił do sądu z wnioskiem o eksmisję plastyka ze Starówki. – Pierwsza rozprawa odbyła się we wrześniu, druga 25 listopada. Wtedy też zapadł nieprawomocny wyrok. Sąd zgodził się na eksmisję – mówi Maciej Gieros z sądu okręgowego. Nie wiadomo, czy Zbigniew N. był w sądzie. Wiadomo, że wcześniej unikał obecności na rozprawach. W ubiegły czwartek jego córki przez kilka godzin nie mogły się skontaktować z ojcem. Po południu jedna z nich pojechała do pracowni. Tam znalazła ciało artysty. Mężczyzna popełnił samobójstwo. Zostawił list pożegnalny. Jak udało się nam ustalić, napisał, że na taki krok decyduje się z powodu problemów finansowych.
Samobójcza śmierć artysty wywołała szok wśród jego znajomych i sąsiadów. Pod oknami jego pracowni palą znicze.
– Był niezwykłym człowiekiem, został smutek – mówi pani Barbara, jedna z jego sąsiadek. Dodaje, że plastyk skarżył się kiedyś, że ze sprzedaży swoich rzeczy nie jest w stanie się utrzymać. Mówił, że jednego miesiąca zarobił tylko 200 zł – dodaje inna znajoma.
Waldemar Prusak zauważa, że to eksmisja z lokalu przepełniła czarę goryczy. – Zbyszek nie wytrzymał. Skończył ze sobą. Zadzwonił do mnie po wyroku eksmisyjnym i powiedział: „nie ma mnie już na Starym Mieście”. To była moja ostatnia z nim rozmowa – mówi Prusak. Przyznaje, że zadłużenie kolegi nie było duże. – Jakieś 5 – 6 tys. zł. Część nawet zaczął spłacać. Ale machina urzędnicza jest bezlitosna. A to był artysta, wrażliwa dusza – podkreśla Prusak.
Jak informuje Rafał Chromiński, zaległości N. sięgały ponad 6 tys. zł. – Najemca nie starał się jednak o rozłożenie długu na raty, jego prolongatę czy umorzenie. A wielokrotnie był przez nas informowany o zaległościach – zapewnia przedstawiciel ZGN – Ze śmiercią Zbyszka skończył się pewien etap w sztuce rzemieślniczej. Nie wyszkoli już żadnego ucznia. Szkoda – mówi Prusak.
Dodaj swoją opinię
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w
jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją,
fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o.
Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione
pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.



DRUKUJ z Kyocerą
WYŚLIJ
Zakup Usług
WYKOP
GOOGLE
BLIPNIJ
STUMBLEUPON
facebook