r e k l a m a

Łzy, wspomnienia, zaduma

Janina Blikowska 11-04-2010, ostatnia aktualizacja 12-04-2010 13:10

Wśród świeczek ktoś postawił zdjęcie pary prezydenckiej. Ktoś inny odręcznie napisał słowa pożegnania. Były modlitwy, nocne czuwanie i łzy. Nikt nawet nie próbował ich powstrzymywać...

Zobacz galerię zdjęć z Warszawy w żałobie

Morze zniczy zalało Krakowskie Przedmieście. Już nie tylko przed Pałacem Prezydenckim, ale też po drugiej stronie ulicy. Pierwsze lampki pojawiły się tuż po tragedii i z każdą minutą ich przybywało. Wczoraj tysiące warszawiaków znów przyszły na Krakowskie.

– Cały czas myślę o tym, co się stało, i nie mogę w to uwierzyć. Wydaje mi się, że to jakiś koszmarny sen, że jakiś żart, że zaraz się obudzę i wszystko będzie jak dawniej – mówiła Irena Walenciak. – Pan Bóg musiał się chyba pomylić. Nasz kraj już tyle wycierpiał w swojej historii.

Maria Kamińska przyszła pod Pałac razem z mężem. Przynieśli kwiaty i znicze. – Musieliśmy tu być, by wspólnie przeżywać swój ból, by wspólnie pożegnać wielkich Polaków, których Pan Bóg tak nagle powołał do siebie – mówi starsza kobieta.

Wśród świeczek ktoś postawił zdjęcie prezydenckiej pary. Pod nim odręczny napis: „Żegnajcie, zostaniecie w naszej pamięci na zawsze”. Były też dziecięce rysunki. Jeden z nich przyniosła pięcioletnia Basia, z którą mama ledwie przecisnęła się przez tłum. – Córka narysowała obrazek dla pana prezydenta i jego żony. Chciała im podziękować i pożegnać ich – tłumaczy jej mama Anna Czarnecka.

Większość ludzi po prostu stała i wpatrywała się w zadumie w płomienie zniczy i rozrzucone na płycie chodnika kwiaty. Modliła się w ciszy. 

– To tak, jakbyśmy na coś czekali. Aż ktoś do nas z tego gmachu wyjdzie i powie, że to nieprawda. Ale po dłuższej ciszy każdy zdawał sobie sprawę, że z Pałacu nikt nie wyjdzie. Tam już nikogo nie ma. Oni zginęli pod Smoleńskiem – mówi zapłakana Anna Kacperek.

Po wieczornej sobotniej mszy w katedrze polowej ludzie spontanicznie poszli na pl. Piłsudskiego, gdzie gromadzili się przy papieskim krzyżu. Stawiali tam znicze i kwiaty. Odśpiewali hymn, modlili się za ofiary. – To był nasz prezydent. Jesteśmy tu, by oddać mu hołd – mówili Agnieszka i Marcin, studenci z Uniwersytetu Warszawskiego.

Krystyna i Andrzej Górzkowscy na plac przyszli z dziećmi. – Córki muszą wiedzieć, co się stało, przecież to wielkie historyczne wydarzenie. Szkoda, że tak tragiczne. Odczuwamy straszną pustkę – mówiła przez łzy pani Krystyna.

Warszawiacy składali też kwiaty pod domem rodzinnym prezydenta przy ul. Mickiewicza na Żoliborzu. – Mieszkam na Mickiewicza od wielu lat. W obliczu takiej olbrzymiej tragedii nic się nie liczy. Bardzo współczuję jego rodzinie – mówiła pani Maria.

Artur Drabik, który niedawno stracił żonę, pod dom rodzinny Kaczyńskich przyniósł kwiaty.

– Wiem, co znaczy żałoba, a śmierć pana prezydenta i jego żony to wielka strata dla Polski. Dobrzy ludzie tak szybko odchodzą, a mogli jeszcze wiele dobrego zrobić dla naszego kraju – mówił.

Złóż kondolencje

Życie Warszawy



-->