Łzy, wspomnienia, zaduma
Wśród świeczek ktoś postawił zdjęcie pary prezydenckiej. Ktoś inny odręcznie napisał słowa pożegnania. Były modlitwy, nocne czuwanie i łzy. Nikt nawet nie próbował ich powstrzymywać...
Zobacz galerię zdjęć z Warszawy w żałobie
Morze zniczy zalało Krakowskie Przedmieście. Już nie tylko przed Pałacem Prezydenckim, ale też po drugiej stronie ulicy. Pierwsze lampki pojawiły się tuż po tragedii i z każdą minutą ich przybywało. Wczoraj tysiące warszawiaków znów przyszły na Krakowskie.
– Cały czas myślę o tym, co się stało, i nie mogę w to uwierzyć. Wydaje mi się, że to jakiś koszmarny sen, że jakiś żart, że zaraz się obudzę i wszystko będzie jak dawniej – mówiła Irena Walenciak. – Pan Bóg musiał się chyba pomylić. Nasz kraj już tyle wycierpiał w swojej historii.
Maria Kamińska przyszła pod Pałac razem z mężem. Przynieśli kwiaty i znicze. – Musieliśmy tu być, by wspólnie przeżywać swój ból, by wspólnie pożegnać wielkich Polaków, których Pan Bóg tak nagle powołał do siebie – mówi starsza kobieta.
Wśród świeczek ktoś postawił zdjęcie prezydenckiej pary. Pod nim odręczny napis: „Żegnajcie, zostaniecie w naszej pamięci na zawsze”. Były też dziecięce rysunki. Jeden z nich przyniosła pięcioletnia Basia, z którą mama ledwie przecisnęła się przez tłum. – Córka narysowała obrazek dla pana prezydenta i jego żony. Chciała im podziękować i pożegnać ich – tłumaczy jej mama Anna Czarnecka.
Większość ludzi po prostu stała i wpatrywała się w zadumie w płomienie zniczy i rozrzucone na płycie chodnika kwiaty. Modliła się w ciszy.
– To tak, jakbyśmy na coś czekali. Aż ktoś do nas z tego gmachu wyjdzie i powie, że to nieprawda. Ale po dłuższej ciszy każdy zdawał sobie sprawę, że z Pałacu nikt nie wyjdzie. Tam już nikogo nie ma. Oni zginęli pod Smoleńskiem – mówi zapłakana Anna Kacperek.
Po wieczornej sobotniej mszy w katedrze polowej ludzie spontanicznie poszli na pl. Piłsudskiego, gdzie gromadzili się przy papieskim krzyżu. Stawiali tam znicze i kwiaty. Odśpiewali hymn, modlili się za ofiary. – To był nasz prezydent. Jesteśmy tu, by oddać mu hołd – mówili Agnieszka i Marcin, studenci z Uniwersytetu Warszawskiego.
Krystyna i Andrzej Górzkowscy na plac przyszli z dziećmi. – Córki muszą wiedzieć, co się stało, przecież to wielkie historyczne wydarzenie. Szkoda, że tak tragiczne. Odczuwamy straszną pustkę – mówiła przez łzy pani Krystyna.
Warszawiacy składali też kwiaty pod domem rodzinnym prezydenta przy ul. Mickiewicza na Żoliborzu. – Mieszkam na Mickiewicza od wielu lat. W obliczu takiej olbrzymiej tragedii nic się nie liczy. Bardzo współczuję jego rodzinie – mówiła pani Maria.
Artur Drabik, który niedawno stracił żonę, pod dom rodzinny Kaczyńskich przyniósł kwiaty.
– Wiem, co znaczy żałoba, a śmierć pana prezydenta i jego żony to wielka strata dla Polski. Dobrzy ludzie tak szybko odchodzą, a mogli jeszcze wiele dobrego zrobić dla naszego kraju – mówił.
Złóż kondolencje
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w
jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją,
fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o.
Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione
pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.



DRUKUJ z Kyocerą
WYŚLIJ
Zakup Usług
WYKOP
GOOGLE
BLIPNIJ
STUMBLEUPON
facebook