Po prostu pokaż twarz
W ciasnym mieszkanku na Muranowie Błażej Mroziński fotografuje twarze ludzi. Bez specjalnego makijażu, bez zbędnych ozdobników, bez względu na wiek i wygląd. Galerię publikuje w Internecie.
Do celu pozostało 858 osób. Tak głosi komunikat na stronie internetowej www.pokaztwarz.pl. Brzmi groźnie, ale nie ma się czego obawiać. Błażej Mroziński – z zawodu wykładowca statystyki, z zamiłowania podróżnik – miesiąc temu zamienił kawalerkę swojej dziewczyny w studio fotograficzne i portretuje wszystkich, którzy się do niego zgłoszą. O ile stosują się do jego zaleceń.
Naturalne piękno
Pozbawiona makijażu twarz ma mieć naturalny wyraz, ramiona muszą być zaś odsłonięte, tak by w kadrze nie widać było nic poza ciałem. Do tego dochodzi neutralne tło i naturalne, dzienne oświetlenie.
– Prostota – wyjaśnia Mroziński, dla którego inspiracją była niemiecka akcja FACITY. Fotografującym i fotografowanym stawiała dokładnie te same wymagania. Jako jeden z dwóch Polaków wziął udział i wysłał kilka propozycji, które dziś można oglądać na stronach internetowych berlińskiego projektu. Szybko jednak poczuł, że woli ustalać własne reguły, niż dostosowywać się do cudzych. Mniej przycinać kadr, nagiąć czasem sztywną zasadę dla komfortu uczestników i kontrolować migawkę.
Dlatego też uruchomił własny portal www.pokaztwarz.pl. Zaczęło się od zaproszenia znajomych. Ci namówili swoich przyjaciół – szybko zrobił pierwszych sto portretów. Rozpoczynając projekt, myślał o uwiecznieniu tysiąca twarzy.
– Jak przekroczę tysiąc, wymyślę kolejny pułap, a potem kolejny i jeszcze jeden… Chyba że mnie dziewczyna z domu wyrzuci – śmieje się. Nie zamieniłby mieszkania na studio. Jeśli jest czas, może napić się kawy, porozmawiać, zapalić papierosa. Domowa atmosfera pomaga przełamać bariery.
– Każde zdjęcie wymaga od jego uczestnika odkrycia się, nie tylko w kontekście fragmentów ubrania – mówi Błażej. Dodaje też, że często kłopotem jest samo utrzymanie w ryzach mimiki. – Przecież prawie każdy na widok aparatu przyjmuje jakąś pozę, chce „wyjść dobrze”, podobać się sobie, a tu nie ma swobody. Oczy skierowane prosto w obiektyw, głowa prosto, brak uśmiechu – wylicza.
W takiej sytuacji powstaje specyficzny rodzaj relacji między fotografem i modelem. Dążąc do naturalności, wymaga się nienaturalnego zachowania przed aparatem. Paradoks.
Dobre intencje
Pomysł chwycił, zgłoszeń jest coraz więcej. Błażej musiał zacząć planować terminy sesji z wyprzedzeniem. Jedni przychodzą, bo akurat nie mieli nic innego do zrobienia. Jak 25-letni Konrad, dziennikarz.
– Zapisałem się na zdjęcia, żeby się trochę rozerwać. Przez wrodzoną próżność, fajnie jest się zobaczyć na umiejętnie zrobionym zdjęciu – mówi.
Wątpliwości nie miał też Łukasz, korektor, rocznik 1986.
– Od razu widziałem, że Błażej jest pasjonatem i ma dobre intencje – przyznaje, komplementując zwyczajność w czasach retuszu, ciepłą tonację fotografii, brak pozy. – Uznałem, że fajnie mieć takie zdjęcie własnej twarzy – opowiada.
Na sesję namówił też swoją dziewczynę i – jak sam przyznaje – fotografia wykonana przez Mrozińskiego jest najlepszym jej portretem, jaki widział. – Mógłbym patrzeć na nią godzinami – zdradza.
Anka, lat 30, matka, przyszła, bo pomyślała, że może pomóc komuś w zrealizowaniu fajnego planu. I chociaż Błażej obawiał się, że w przypadku wielu dziewczyn zasada braku makijażu może być przeszkodą, Anki nie odstraszyła. Przyprowadziła męża Mariusza oraz swoją trzyletnią córeczkę. – Błażej przy okazji zrobił nam zdjęcia prywatne – relacjonuje Anka. Mroziński również był zadowolony, gdyż zależy mu na jak największej różnorodności uczestników.
– Biorąc pod uwagę kilkusekundowy bezruch, mam wątpliwości, czy z niemowlakiem by się udało. Ale rodzice, dziadkowie, dzieci, ciotki i wujkowie są mile widziani – zachęca.
Jak na razie przychodzą głównie artyści, dziennikarze, studenci, głównie 20- i 30-latkowie.
– Jestem zaskoczona, jak wiele młodych kobiet, ale i mężczyzn wygląda dość staro – ocenia Anka. – Te zdjęcia są też dobre warsztatowo i najnormalniej ładne – dorzuca Łukasz.
Najtrudniej jest z podpisem pod zdjęciem, który każdy wybiera sam.
- Podpisy służą zwiększaniu udziału fotografowanego w całym procesie. Mogą być zwyczajne, zawodowe, zwariowane, emocjonalne – mówi Mroziński. Anka nie zdecydowała się nazwać się choćby „etnografem”.
- To było dla mnie większe wyzwanie niż brak makijażu. Nie umiem i nie lubię się określać. Pracuję, ale za kilka miesięcy mogę zajmować się już czym innym. Nie mam wyuczonego praktycznego zawodu. Wykształcenie wyższe mam, ale żaden ze mnie antropolog. A matka to zawsze matka, bo, nie oszukujmy się, wszystko, czym teraz się zajmuję jest podporządkowane dziecku - wyjaśnia. Konrad z kolei postanowił na zawód wykonywany, bo choć jest historykiem, nie identyfikuje się z tym.
Z rozmachem
W ten weekend odbywa się ostatnia sesja przed wakacjami. Następne spotkania już we wrześniu. Błażej ma nadzieję, że uda się wyjść poza świat Internetu.
– Chciałbym zorganizować jakąś wielką wystawę, połączoną z robieniem zdjęć wszystkim chętnym i odwiedzającym – wyjawia. Ambitnie i z rozmachem, prawda? Najwyraźniej ten typ już tak ma.
Warszawa w kadrachW projekcie FACITY, pierwowzorze stołecznego pomysłu, obok Błażeja Mrozińskiego uczestniczył inny mieszkający nad Wisłą fotograf Gonzalo Franco. Portugalczyk, zakochany w Warszawie równie silnie co w rodzinnej Lizbonie, dał się poznać jako autor niebanalnych panoram miasta, jak też portretów jego mieszkańców: www.imagenscruzadas.blogspot.com. Warszawę uwiecznia na zdjęciach także Paweł Kozdrowicz, prowadzący popularny fotoblog Syreni Gród. Często podpowiada czytelnikom nieznane, atrakcyjne miejsca. Na podobnych zasadach, choć w formie zagadek, oparta jest FotoWarszawa Dariusza Majgiera. Ta funkcjonująca na portalu społecznościowym Facebook gra wzbogacana jest o nowe fotografie i zachęca do innego spojrzenia na stolicę. Młodzi, debiutujący artyści mają z kolei szansę na darmową sesję zdjęciową dzięki projektowi Dźwięki Warszawy (www.dzwiekiwarszawy.blogspot.com). Tu może się zgłosić każdy, a fotografowie przyjeżdżają najchętniej do sali prób lub miejsca, w którym muzycy rejestrują swoją twórczość.
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w
jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją,
fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o.
Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione
pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.



DRUKUJ z Kyocerą
WYŚLIJ
Zakup Usług
WYKOP
GOOGLE
BLIPNIJ
STUMBLEUPON
facebook