Ostatni powrót prezydenta
W absolutnej ciszy dziesiątki tysięcy ludzi wyszły na ulice, by zobaczyć kondukt wiozący z lotniska do Pałacu Prezydenckiego ciało Lecha Kaczyńskiego.
Zobacz zdjęcia z lotniska i konduktu żałobnego
Warszawiacy oddają hołd zmarłym w katastrofie. Zobacz galerię zdjęć
Zobacz galerię zdjęć z Warszawy w żałobie
Na lotnisko wojskowe na Okęciu trudno było wczoraj po południu dojechać. Samochody stały w korkach, a w autobusach panował ścisk jak w godzinach szczytu. Rozmawiano tylko o jednym – katastrofie niedaleko Katynia. Przed bramą już przed godz. 14 zebrał się tłum. Na przylot samolotu z ciałem prezydenta czekało ponad tysiąc osób. Dwie godziny wcześniej pożegnał je w Smoleńsku premier Rosji Władimir Putin.
Zaduma i hołd
Na przylot wszyscy czekali w milczeniu. Kiedy komuś zadzwonił telefon, zaraz przepraszał i go wyłączał. Większość osób ubrana była na czarno. Przyniesiono też flagi i kwiaty.
– Prezydent zawsze przykładał wagę do tradycji, powinniśmy pożegnać go z odpowiednimi honorami – mówiła Joanna Gawior, która przyniosła ze sobą flagę przepasaną kirem. – Był wielkim patriotą, jesteśmy mu to winni.
Niektóre samoloty schodzące do lądowania oddawały hołd prezydentowi, delikatnie kołysząc skrzydłami. Po wylądowaniu tego, na który wszyscy czekali, część zebranych włączyła radia w telefonach komórkowych. Słuchali transmisji z uroczystości na lotnisku i modlili się razem z księżmi.
– W ten sposób mogę się przyłączyć do tej modlitwy – mówiła Małgorzata Zelga. – Czuję się, jakby zginął ktoś z mojej rodziny.
Po uroczystościach na lotnisku ruszył kondukt z trumną. Eskortowało go dziewięciu motocyklistów. Za nimi znalazły się limuzyny z oficjelami oraz setki rowerzystów i motocyklistów. Gdy kolumna wyjechała z lotniska, ucichły wszystkie radia i zamarły rozmowy. Prezydenta żegnano w skupieniu, z pochylonymi głowami i łzami w oczach. Mężczyźni zdjęli czapki z głów.
– Prezydent zginął, wypełniając obowiązki państwowe – mówił Michał Krzyścin z Mokotowa, który pod bramą lotniska stał z żoną i dwuletnim synkiem. – Złożenie mu hołdu to nasz obowiązek jako Polaków. Przyszliśmy pokazać, że jesteśmy z niego dumni.
Oklaski, znicze i kwiaty
Trasa konduktu wiodła ulicami: Żwirki i Wigury, Krzyckiego, Raszyńską, Alejami Jerozolimskimi przez rondo Dmowskiego, Marszałkowską, plac Bankowy, Senatorską, Miodową aż do Krakowskiego Przedmieścia. Wzdłuż całej trasy stały tysiące warszawiaków.
Przy pl. Zawiszy zapalono na chodnikach znicze. Samochody i tramwaje się zatrzymały, ludzie wychodzili na ulicę, by po raz ostatni oddać hołd prezydentowi. Wśród oczekujących na kolumnę panowała absolutna cisza. Gdy auta się pojawiały, jedni śpiewali hymn państwowy, drudzy żegnali się znakiem krzyża, jeszcze inni rzucali pod koła samochodu kwiaty.
– Takie pożegnanie prezydentowi naprawdę się należy, zrobił bardzo wiele dobrego dla kraju – mówiła Janina Stankowska z Ochoty.
Z kolei przy ul. Marszałkowskiej zebrani przywitali prezydenta gromkimi brawami. Wiele osób wyszło na ulicę, gdy tylko skończyła się telewizyjna transmisja z uroczystości pogrzebowych na lotnisku.
– Postanowiłem osobiście pożegnać Lecha Kaczyńskiego, zamiast siedzieć przed telewizorem i patrzeć, jak robią to inni – mówił Jan Kromer ze Śródmieścia.
Gdy kondukt przejechał, jeszcze przez kilka minut nikt się nie ruszał. – Dla mniej było to bardziej poruszające przeżycie niż po śmierci papieża. Wydaje mi się nawet, że wtedy na ulice wyszło mniej ludzi – komentowała Beata Grochowska z Ochoty.
Wspólna modlitwa
W ciszy i skupieniu prezydenta Lecha Kaczyńskiego żegnali też warszawiacy, którzy w niedzielę już od wczesnego poranka przychodzili przed Pałac Prezydencki.
– Tak bardzo go kochałam. To był najlepszy prezydent, jakiego mieliśmy w III RP – mówiła pani Janina z Anina.
Kiedy na Krakowskie Przedmieście wjechała trumna, trudno było powstrzymać wzruszenie.
Ludzie zapalali znicze. Klękali na ulicy i modlili się na głos, trzymając się za ręce. Krakowskie Przedmieście tonęło w kwiatach.
– Trudno tu dzisiaj nie przyjść, jeśli się jest Polakiem i patriotą. Straciliśmy tylu wspaniałych ludzi – przyznał pan Bogusław.
Wśród tysięcy zapalonych zniczy ktoś zostawił kartkę, na której napisał: „Panie Prezydencie, był Pan wspaniałym człowiekiem, wielkim patriotą i prawdziwym chrześcijaninem. Był Pan też prezydentem kochającym Polskę i Polaków. Wierzymy, że jest Pan już przed tronem Boga”.
Gdy auto z trumną wjechało na dziedziniec Pałacu Prezydenckiego, ludzie powoli zaczęli się rozchodzić. Ale nie wszyscy.
– Zostanę tu do wieczora i będę się modlić za duszę pana prezydenta i jego małżonki. Za wszystkie ofiary tej tragicznej katastrofy – mówiła Katarzyna Kowalczyk. Takich jak ona było przed Pałacem więcej.
Warszawiacy ustawiali się też w długiej kolejce, by wpisać się do księgi kondolencyjnej.
– Byłam tu też wczoraj, ale nie udało mi się dostać do środka. Czuję, jakbym straciła kogoś z bliskiej rodziny – mówiła pani Barbara.
– Pan prezydent i jego małżonka to byli ludzie, których nie da się zastąpić. Nie wiem, jak to teraz będzie, jakim Polska będzie krajem i czy ta tragedia nas zmieni – zastanawiał się Jakub Kondziołek.
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w
jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją,
fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o.
Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione
pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.



DRUKUJ z Kyocerą
WYŚLIJ
Zakup Usług
WYKOP
GOOGLE
BLIPNIJ
STUMBLEUPON
facebook