r e k l a m a

Design z ziemi polskiej

Maria Tyniec 06-03-2010, ostatnia aktualizacja 06-03-2010 17:57

- Wracamy do Mediolanu – mówią kuratorki Miśka Miller-Lovegrove i Anna Pietrzyk-Simone.

Maria Jeglińska, lampa porcelanowa, Edition Ligne Roset
źródło: materiały prasowe
Maria Jeglińska, lampa porcelanowa, Edition Ligne Roset
Miśka Miller- -Lovegrove  (z lewej) z projektantem Tomaszem Rygalikiem  i Anną Pietrzyk- -Simone na wystawie Young  Creative Poland, która odbyła się podczas London Design Week we wrześniu  2009 roku
źródło: Fotorzepa
Miśka Miller- -Lovegrove (z lewej) z projektantem Tomaszem Rygalikiem i Anną Pietrzyk- -Simone na wystawie Young Creative Poland, która odbyła się podczas London Design Week we wrześniu 2009 roku
Maja Ganszyniec (studio Kompott) system półek  6 degrees
źródło: materiały prasowe
Maja Ganszyniec (studio Kompott) system półek 6 degrees

Rz: Dlaczego poświęca pani czas na promocję polskiego designu? Jest pani architektem, partnerem w biurze męża Rossa Lovegrove, słynnego w świecie designera.

Miśka Miller-Lovegrove: Myślałam, że nigdy do Polski nie wrócę. Odcięłam się. Jednak po roku 1989 zaczęłam przyjeżdżać. Odświeżyłam dawne przyjaźnie i wciągało mnie to, co się tu dzieje. I wtedy Instytut Adama Mickiewicza zaprosił nas do zorganizowania wystawy w Londynie. Szukał partnerów, którzy znają polską kulturę, ale i mają na nią spojrzenie z zewnątrz.

Musiały panie wierzyć, że polski design jest coś wart.

Anna Pietrzyk-Simone: Wystawa Young Creative Poland (YCP) pokazała, że zaistnieliśmy. Mieliśmy dobre recenzje, m.in. w „Financial Times”, „Elle Décor UK”, „Blueprint”, na portalach: Dezeen, Designboom. Teraz wystawa pojedzie do Sztokholmu i Wilna, także na Expo 2010 do Szanghaju.

Ale liczy się nie tylko prasa. Murray Moss zorganizuje Oskarowi Zięcie wystawę w swojej galerii w Nowym Jorku. Monika Zawadzki została zaproszona z wykładami przez Royal College of Art w Londynie. Maja Ganszyniec kolekcję systemu półek 6 degrees szybko sprzedała w galerii Do-Shop w Soho.

Dorobek i nazwisko też są kapitałem. Stoją otworem drzwi, do których inni się dobijają. Czy inaczej na YCP przyszłaby Zaha Hadid lub pani mąż?

M.M.-L.: Na pewno reputacja biura projektowego otwiera wiele drzwi, a przyjaźnie spowodowały zainteresowanie wystawą. Jednak to też odpowiedzialność, bo wszyscy oczekują wysokiej jakości. Nie podjęłabym się zrobienia tej wystawy, gdybym nie wierzyła w wartość projektów. Podczas rozmów i selekcjonowania prac odkryłam energię, indywidualizm i kreatywność. To, co reprezentuje dobre projektowanie.

Teraz skok na Mediolan, wystawa na Salone del Mobile?

M.M.-L.: Współpracujemy z architektem Moniką Unger, z którą siedziałam w jednej ławce. Przedstawiono nas sobie na nowo po latach w Mediolanie u przyjaciół, Stefano Giovannoniego i jego żony (słynny włoski designer- red).

A skąd pieniądze?

A.P.-S.: W strategię rozwoju Polski wpisana jest innowacja i design. I są możliwości dofinansowania z EU. Design staje się też motorem rozwoju i promocji miast. Widać to w Warszawie, Poznaniu, Gdyni, Cieszynie, Łodzi, Toruniu, Wrocławiu. Ministerstwo Gospodarki, MSZ i IAM doceniają korzyści, jakie może przynieść wystawa na Salone del Mobile. Również nasz partner, ComfortyLiving.

Kryzys gospodarczy nie stanie wystawie na drodze?

A.P.-S.: Przeciwnie, to dobry moment, żeby wyrwać się do przodu. Nie możemy więcej tracić czasu. Mamy szkolnictwo wyższe kształcące projektantów. W Poznaniu powstaje szkoła średnia rzemiosł artystycznych i Polska Akademia Designu, (opiekunem jej jest znana trendsetterka Li Edelkoort – red.), nasz przemysł meblowy jest czwarty na świecie, do kraju wracają uznani projektanci. To kapitał. Chodzi o to, żeby Polska stała się ważnym graczem branży kreatywnej na świecie.

Dlaczego Mediolan?

A.P.-S.: Nieobecni tu nie mają głosu… Salone del Mobile to najważniejsze światowe forum designu. W 2009 odwiedziło je prawie 300 tys. ludzi.

M.M.-L.: Mamy już miejsce na mediolańskim Triennale – Design Muzeum. To instytucja powstała w 1923 r. Polska brała udział w pierwszych wystawach, jeszcze w Monzie. Do Mediolanu przeniesiono je w 1933 r. Potem wracaliśmy w latach 60. i 70. XX w., zawsze, gdy w projektowaniu działo się u nas lepiej.

Całą rozmowę przeczytasz na stronach rp.pl

Rzeczpospolita