r e k l a m a

Most daje się we znaki

Konrad Majszyk 03-03-2010, ostatnia aktualizacja 04-03-2010 19:23

W budynkach obok budowy przeprawy pękają ściany. Mieszkańcy: – Robotnicy zniszczyli nam drogę i załatwiają się pod domami.

Anna Bugała po raz kolejny próbuje odnaleźć kierownika budowy. „Jest tam. Albo gdzieś tam”
autor: Rafał Guz
źródło: Fotorzepa
Anna Bugała po raz kolejny próbuje odnaleźć kierownika budowy. „Jest tam. Albo gdzieś tam”

Popieram budowę mostu Północnego. Wiedziałam o jej planach, kiedy się tu wprowadzałam 16 lat temu – mówi Anna Bugała z ul. Życzliwej. – Ale chciałabym, żeby inwestycja była prowadzona w sposób cywilizowany. A co widzę? Totalne bezhołowie. Pękają ściany, domy drżą. Droga jest zdemolowana. Każdego dnia listonosz tonie w błocie.

Pękanie przez palowanie

Sąsiadka Wiesława Żmijewska z ul. Życzliwej pokazuje popękane ściany i sufity w całym domu. Podchodzimy do okna. Prawie na wyciągnięcie ręki widać ciężki sprzęt budowlany. Wykonawca przenosi właśnie bliżej jej budynku zaplecze budowy.

– Do tych zniszczeń w domu doszło podczas wbijania pali pod podpory wiaduktów. A ten dom to dorobek całego życia – mówi Wiesława Żmijewska. – Uciążliwości w czasie budowy są oczywiste, ale tu żyć się nie da z powodu organizacji prac. Samochody z budowy blokują wyjazd z posesji. 20-tonowe pojazdy kompletnie rozjeździły naszą drogę.

To niewyasfaltowana droga, którą mieszkańcy utwardzali własnym sumptem (Urząd Dzielnicy Białołęka się do tego nie poczuwał). Lokatorzy z Życzliwej twierdzą, że drogę najpierw uszkodził deweloper J.W. Construction, który buduje w sąsiedztwie osiedle. Teraz dzieła dokończył wykonawca mostu Północnego, czyli polsko-hiszpańskie konsorcjum firm Pol-Aqua i Sando.

– Z okien regularnie obserwowaliśmy robotników załatwiających się pod ogrodzeniem. Teraz już przestali, chyba ktoś zapewnił im toaletę – mówi Anna Bugała.

W chowanego z szefem

W towarzystwie naszego reportera kobiety próbują odnaleźć kierownika budowy. Ten zapadł się pod ziemię. Mostowcy odsyłają warszawianki od Annasza do Kajfasza. – Lekceważenie i zbywanie. Tak jest za każdym razem. Jakby nikt tutaj za nic nie odpowiadał – twierdzą kobiety.

Zadzwoniliśmy do wykonawcy. Kierownik budowy Arkadiusz Arciszewski stwierdził, że nie zna sprawy pękających domów. A zniszczona droga i toaleta pod ogrodzeniem? Inżynier odpowiada, że „ludzie mogą opowiadać różne rzeczy”.

– Drgania podczas palowania nie powinny mieć wpływu na stan budynków – mówi rzeczniczka firmy Pol-Aqua Małgorzata Akimowicz-Paruszewska. – Budowa jest ubezpieczona. Trwają już ekspertyzy, które wykażą, czy zawinił wykonawca, czy błędy podczas budowy domu.

Co na to miejski inwestor?– Nie pozwolimy na niszczenie domów. Wykonawca zobowiązał się w umowie, że z OC pokryje wyrządzone szkody do kwoty 5 mln zł, jeżeli za nie odpowiada – mówi rzeczniczka ZMID Małgorzata Gajewska.

Drogowcy zaalarmowali firmę ZBM Inwestor Zastępczy, która w imieniu władz miasta sprawuje nadzór nad budową mostu. Ta obiecała nam, że natychmiast sprawdzi stan drogi dojazdowej. – Niewykluczone, że inżynier kontraktu będzie się domagał jej wzmocnienia – mówi Małgorzata Gajewska.

Drogowcy nie mają tylko pomysłu, jak sprawdzić, czy mostowcy chodzili za potrzebą w żywopłot obok domów.

Dodaj swoją opinię

Życie Warszawy