r e k l a m a

Kapusta na tronach

Jolanta Gajda-Zadworna 26-01-2010, ostatnia aktualizacja 31-01-2010 22:14

Byli tu Lindsay Anderson, Nikita Michałkow i... ministerialni urzędnicy. Ale o marmurowej sali kina Pod Kopułą, ukrytej w gmachu przy pl. Trzech Krzyży, niewielu dziś pamięta.

Tak wyglądała sala kina Pod Kopułą, gdy odwiedzali ją widzowie
źródło: Ministerstwo Gospodarki
Tak wyglądała sala kina Pod Kopułą, gdy odwiedzali ją widzowie

Ponoć to Michałkow jest autorem plastycznej opinii wygłoszonej na temat sali Pod Kopułą. Miał rzucić w stronę widzów: „Trudno mi się powstrzymać od śmiechu, gdy widzę tylko wasze głowy. Jakby ktoś kapustę posadził”.

Opinia reżysera była jak najbardziej uzasadniona. Różnica poziomu między rzędami wynosi w sali, bagatela, 70 cm! Zza oparcia niższego rzędu wystawały więc tylko głowy.

– To była idealna aranżacja na randkę. Tylko na boki trzeba było uważać – komentuje pewien szanowany dziś filmowy krytyk, który w latach, gdy Pod Kopułę mogli zaglądać zwykli widzowie, był młodym człowiekiem.

Czerń i biel w marmurze

Monumentalna, wyłożona marmurami sala, otworzyła się szerzej dla warszawiaków dwukrotnie. Pierwszy raz w latach 60. XX w. Ówczesny właściciel budynku, Państwowa Komisja Planowania Gospodarczego, równo na dekadę, czyli do marca 1973 roku, wpuściła do kina Pod Kopułą widzów Iluzjonu Filmoteki Narodowej.

Na róg Hożej i placu Trzech Krzyży chodziło się, by podziwiać ekranowe kreacje gwiazd dawnego kina. Anturaż był osobliwy – wokół kolumny, marmury i kryształowe żyrandole. A przed fotelami podnoszone miniblaty, głośniki, a może i – jak sugerowali niektórzy – aparatura podsłuchowa. Sala powstała bowiem z myślą o urzędniczo-partyjnych konferencjach. Ale miała znakomitą akustykę i całkiem niezłe rosyjskie projektory.

Amfiteatralnie zaprojektowana widownia wypełniała niemałą powierzchnię (ok. 625 mkw.). Od poziomu posadzki do podstawy kopuły wysokość sali wynosiła osiem metrów. Na sali mieściło się 360 foteli.

– Bardziej przypominały trony, z wysokimi wyściełanymi oparciami i podłokietnikami – wspomina Jan Słodowski, dziś naczelny filmograf FN.

Powierzchnia ekranu też była spora – 27 mkw. – Ale amfiteatralny wystrój miał też wady. Siedząc z boku, widziało się bardziej kulisy niż ekran – opowiada Grzegorz Pieńkowski, wieloletni pracownik FN.

Warto jednak przypomnieć i zalety: wejście było niezależne od części urzędniczej. Znajdowało się od strony dziedzińca.

Gwiazdy w socoprawie

Układ ten bardzo się przydał także w drugim okresie „otwarcia” sali Pod Kopułą. Pod koniec lat 80., kiedy Iluzjon przeniósł się do leżącego tuż obok kina Śląsk (oba wejścia znajdowały się przy tym samym dziedzińcu), Pod Kopułą zdarzały się spektakularne imprezy. Jak przegląd nowego brytyjskiego kina, na którym zjawił się Lindsay Anderson.

– Lokalizacja została wybrana z dwóch powodów. Po pierwsze ze względu na niewątpliwą reprezentacyjność sali, ale też z prozaicznej przyczyny. W Śląsku przekładano klepkę, która była nieustannie zalewana w czasie deszczu – opowiada Pieńkowski.

Pod Kopułą odbywały się też zajęcia „Akademii Filmowej” – pierwszego, znakomicie realizowanego cyklu edukacyjnego. Był on prowadzony przez Edwarda Tobiszewskiego z DKF Kwant i Jana Słodowskiego. Wykładowcami byli: najpierw Aleksander Jackiewicz, a po nim Andrzej Werner.

Kino na razie ukryte

Dziś sala Pod Kopułą należy do Ministerstwa Gospodarki. Nie udało się nam do niej zajrzeć. Ponoć trwa tam remont.

– Przewidywane prace polegają na bieżącej konserwacji i renowacji elementów wykończenia oraz wyposażenia przy zachowaniu wystroju. W sali ma też zostać zainstalowane energooszczędne oświetlenie – informuje Magdalena Gawlas z biura prasowego MG.

20 lat od ostatniej publicznej projekcji ministerstwo nie przewiduje też innego wykorzystywania sali niż dla potrzeb wewnętrznych.

Życie Warszawy