r e k l a m a

Tramwajarze jeżdżą na skróty, a pasażer czeka

Mariusz Gruza 15-01-2010, ostatnia aktualizacja 16-01-2010 18:57

Opóźnione „17” skracają trasę, dojeżdżając tylko do pętli przy Marymoncie. Zdezorientowani pasażerowie są wypraszani z wagonów.

autor: Seweryn Sołtys
źródło: Fotorzepa

Na tramwaj linii 17 w godzinach szczytu trzeba było czekać w czwartek nawet 40 minut. Warszawiacy chcący dostać się na Bielany w okolice AWF-u trzęśli się z zimna i czekali. Nie mieli innego wyjścia, bo jest to jedyna linia dojeżdżająca do pętli na Twardowskiej.

Gdy podjechał pierwszy tramwaj, zziębnięci ludzie tym razem musieli tłoczyć się w wagonach. Jednak – jak się okazało – nie był to koniec problemów. Na pasażerów czekała kolejna niemiła niespodzianka.

Na przystanku Metro Marymont motorniczy nakazał opuścić wagony. Awaria? Nie. – Zawracamy do centrum – ogłosił motorniczy. Wściekli pasażerowie musieli czekać na kolejną „17”. Jednak następne dwa tramwaje także kończyły trasę przy Marymoncie. – Na przystanku tłoczyło się kilkadziesiąt osób.

– To jest jakieś nieporozumienie! Nigdzie nie ma żadnej informacji o skróconej trasie – mówiła oburzona Magdalena Czarnecka.

Między motorniczymi a pasażerami o mało co nie doszło do rękoczynów. – Takie mamy polecenie z centrali. Musimy podgonić rozkład jazdy – bronili się kierujący tramwajami i pospiesznie ruszali z przystanku. – Chyba komunikacja jest dla ludzi, a nie dla rozkładów – odpowiadali pasażerowie. Dopiero czwarty tramwaj z kolei pojechał na Twardowską.

Przedstawiciele Tramwajów potwierdzają, że motorniczowie otrzymali polecenie zawracania na pętli przy Marymoncie. – Gdy tramwaje są opóźnione, wprowadzamy sterowanie bezpośrednie tak, aby jak najszybciej włączyć się w rozkładowy czas jazdy – mówi Michał Powałka, rzecznik Tramwajów. Dzięki temu tramwajarze zaoszczędzili ok. 6 min, bo do pętli na Twardowskiej pozostały tylko cztery przystanki.

Dodaj swoją opinię

Życie Warszawy