r e k l a m a

Kolekcjoner życzeń

Anna Brzezińska 23-12-2009, ostatnia aktualizacja 25-12-2009 15:21

Nad Starówką Święty Mikołaj w helikopterze, na blokowisku bałwany, a na dachu kamienic – śnieżynki. – I jak się nimi nie zachwycić? – pyta John Chmura, Amerykanin, kolekcjoner świątecznych pocztówek z czasów PRL.

Świąteczne kartki projektowali znani plastycy. Helikopter Marii Heidrich.
źródło: Archiwum
Świąteczne kartki projektowali znani plastycy. Helikopter Marii Heidrich.
Trzej królowie Leonii Janeckiej.
źródło: archiwum prywatne
Trzej królowie Leonii Janeckiej.
 Maryja z Dzieciątkiem Wiesławy Grosset.
źródło: Archiwum
Maryja z Dzieciątkiem Wiesławy Grosset.

Wszystko zaczęło się od poszukiwań książek dla dzieci – mówi John Chmura. Z wykształcenia jest fotografem i projektantem, z zamiłowania historykiem sztuki. Fascynują go też m.in. stare szyldy czy neony. Ma polskie korzenie, ale spędził większość życia w Stanach Zjednoczonych. Do Warszawy przeprowadził się dopiero przed 12 laty.

– Z myślą o mojej dziś czteroletniej córce odwiedzałem warszawskie antykwariaty w poszukiwaniu książek z ciekawymi ilustracjami. Pewnego razu, gdy byłem w moim ulubionym punkcie pod Merkurym na Żoliborzu, antykwariusz podrzucił mi pudełko pełne kartek – wspomina Chmura.

Magiczne pudełko

W środku było 250 pocztówek – wielkanocnych zajączków, bożonarodzeniowych choinek, zaprzęgów z reniferami. Chmura szybko zorientował się, że ich projekty wyszły spod ręki tych samych twórców, co tak przez niego lubiane ilustracje książkowe. Wśród autorów starych pocztówek jest m.in. Adam Kilian, Janusz Stanny, Zdzisław Witwicki, Wiesława Grosset, Anna Stylo-Ginter oraz Olga Siemaszko.

– Był wtedy okropny mróz, palce dosłownie kostniały mi z zimna, ale byłem tak zafascynowany tym odkryciem, że nie mogłem, po prostu nie mogłem przestać przeszukiwać tego magicznego pudełka.

W swoim zbiorze kolekcjoner ma już około 1300 niepowtarzalnych wzorów. Większość to prace powstałe w latach 60. i 70. XX wieku, ale zdarzają się też i takie z ponad sześćdziesięcioletnią historią.

Złota dekada pocztówek

Antykwariusz z Żoliborza, podobnie jak ci ze Śródmieścia czy z Pragi, dziś dobrze już wie, komu odkładać świąteczne kartki. Wie też, że kolekcjoner zafascynowany jest głównie wzorami z lat 60.

– To złoty czas polskich pocztówek – podkreśla Chmura i prezentuje wybrane egzemplarze zapisane ciepłymi świątecznymi życzeniami sprzed lat: to dla wujka w Sosnowcu, to dla brata w Koszalinie.

Na froncie większości pocztówek nie sposób znaleźć religijnych symboli. Za PRL kartki nie mogły przekazywać takich treści, ale są pogodne, emanują dobrym nastrojem. – I za to je najbardziej cenię – mówi Chmura. – Jako nastolatek odwiedzałem tu rodzinę. To była wizyta w innym świecie. Nie pamięta kolejek, pustych półek, strachu. Dla mnie był to czas radości, zabawy, spotkań z bliskimi i pewnie dlatego dziś z wielkim sentymentem patrzę na wzornictwo tamtego trudnego okresu.

Marzenia do spełnienia

Wolnego czasu kolekcjoner ma jednak niewiele. Pochłania go praca nad opracowaniem koncepcji albumu z pocztówkami, prowadzi wstępne rozmowy z wydawcami. Szuka też autorów kartek.

– Zaczęło się od spotkania ze Zdzisławem Witwickim – wspomina. Jego adres, podobnie jak kontakty do innych twórców, Chmura znalazł w książce z lat 70. poświęconej ilustracjom Naszej Księgarni.

– Okazało się, że Witwicki jest moim sąsiadem! Przyjął mnie serdecznie, opowiadał o przeszłości, zachęcił do poszukiwań i dał autograf dla córki – mówi.

Chmura dotarł już do dziesięciu autorów pocztówek.

– Może wkrótce nie tylko mojej córce będę mógł pokazać, że pocztówki to nie tylko tandetne disneyowskie wzory, ale prawdziwa sztuka – mówi. I dodaje, że warto wkładać w to wysiłek.

– Zapukałem do drzwi Wiesławy Grosset. Była zdziwiona celem moich odwiedzin, obawiała się. Nie wpuściła mnie, więc poprosiłem przechodzącego właśnie sąsiada, żeby wrzucił jej do skrzynki pocztowej list z wytłumaczeniem moich intencji. Po dwóch dniach zadzwonił telefon i to przekonało mnie, że pomimo trudności warto realizować marzenia.

Dodaj swoją opinię

Życie Warszawy