r e k l a m a

Wizyta w martwych kuluarach

Jolanta Gajda-Zadworna 31-03-2010, ostatnia aktualizacja 05-04-2010 22:00

Oblegały go tłumy. Studenci spędzali w nim całe dnie. Tu świętowano przyznanie Feliksa Andrzejowi Wajdzie. I o to miejsce toczył się zażarty bój. Dziś w Śląsku nie dzieje się nic.

*Kino Śląsk  było siedzibą Iluzjonu od 1984 do 1996 roku. Nic nie wskazuje na to, żeby miało znów zostać otwarte  dla widzów.  Planowane jest stworzenie tu sali konferencyjnej Ministerstwa Rozwoju Regionalnego fot. Jan Słodowski
źródło: Życie Warszawy
*Kino Śląsk było siedzibą Iluzjonu od 1984 do 1996 roku. Nic nie wskazuje na to, żeby miało znów zostać otwarte dla widzów. Planowane jest stworzenie tu sali konferencyjnej Ministerstwa Rozwoju Regionalnego fot. Jan Słodowski

Ulica Wspólna 4. Pamiętają ten adres warszawscy kinomani. Szczególnie za czasów Iluzjonu. Kino Filmoteki Narodowej mieściło się w Śląsku od 1 czerwca 1984 r. do 30 kwietnia 1996 r. We wnętrzach użyczonych przez Ministerstwo Budownictwa (dziś Ministerstwo Rozwoju Regionalnego) tętniło, dalekie od PRL-owskiej rutyny, filmowe życie.

Monty Python tylko tu

Projekcje zaczynały się od rana. Salę wypełniali studenci, którzy od ćwiczeń czy konwersatoriów woleli filmowe projekcje. A repertuar Śląska miał czym kusić. Był jak rozciągnięte na wiele miesięcy Konfrontacje. Młodym ludziom należy się tu wyjaśnienie. Jeszcze w latach 90. z zagranicznych produkcji docierał do Polski ledwie ułamek. Głośne za granicą tytuły trafiały na nasze ekrany często miesiące, a nawet lata po premierze. Tymczasem na Wspólnej można było śledzić, niemal na bieżąco, filmy i nurty ważne dla światowej kinematografii.

– W Śląsku odbywały się potężne retrospektywy awangardy, kin narodowościowych, m.in. pierwsza w Polsce retrospektywa kina izraelskiego.

W ramach „Kinematografu narodów”, festiwalu filmów nieograniczonych datą produkcji i niewyświetlanych do tamtego czasu w Polsce – wspomina Grzegorz Pieńkowski, wieloletni pracownik FN. – Śląsk to nowożytna epoka Iluzjonu – ocenia Jan Słodowski, dziś naczelny filmograf FN.

Najlepsze lata kina przypadły na okres zmian, jakie dokonywały się na krajowym rynku mediów. Pojawiło się wideo, zmieniał się repertuar telewizyjny. Wpłynęło to także na ofertę Iluzjonu, który szerzej otwierał się na różne filmowe zjawiska.

Jako kino studyjne mogło pokazywać filmy, które nie trafiały nigdzie indziej, bo ich treść lub forma była niewygodna. Były wśród nich m.in. mocny, erotyczny film „Bilitis” Davida Hamiltona czy kontrowersyjne „Dziwolągi” Toda Browninga.

Na zaproszenie Iluzjonu przyjeżdżali do Warszawy znakomici twórcy, m.in. Lindsay Anderson, Ken Russel, Walerian Borowczyk czy członkowie grupy Monty Python. Swój pierwszy wielki przegląd miał w Śląsku Andrzej Wajda. Tu pokazywane były filmu Andrzeja Żuławskiego, kiedy jeszcze był w niełasce u władz.

Kozetka u lektora

Kino z ulicy Wspólnej wyrobiło sobie markę „wydarzeniowego i komfortowego”. Na potrzeby kina filmów archiwalnych 400 foteli to było trochę za dużo, ale idealnie sprawdzało się, gdy do Śląska ściągały gwiazdy. Znakomity układ widowni, dobrze umieszczony ekran, duży hol i bufet dawały szansę organizowania nie tylko pokazów, ale i spotkań. Tych na sali kinowej i poza nią.

– Architektura też była ciekawa, klasycystyczno-socrealistyczna, ale wszystko było w niej proporcjonalne – ocenia Słodowski.

Wygodnie było w Śląsku nie tylko widzom. Kino miało dużą kabinę projekcyjną z oddzielną lektorką, a nawet z kozetką do spania, gdyby lektor chciał odsapnąć po wielogodzinnym tłumaczeniu. Pracownicy kina ciepło wspominają też rozwiązania architektoniczne i gabaryty pozostałych wnętrz, w tym obszernego zaplecza.

Po obu stronach widowni znajdowały się potężne kieszenie magazynowe. Zaadaptowane posłużyły do przechowywania dokumentacji. Stanęły tam regały wypełniające niemal całą szerokość – czyli trzy metry – i niemal całą wysokość sali (około sześć metrów). – Były niesamowicie pojemne. Nigdy wcześniej ani nigdy potem nie mieliśmy już takich warunków – ocenia Pieńkowski.

Zaplecze techniczne

Niestety w połowie lat 90. ówczesna szefowa Ministerstwa Budownictwa Barbara Blida uznała, że ludzie kręcący się wieczorami, a nawet nocą wokół kina, czyli pod oknami jej resortu, nie są pożądani. Zdecydowała, że najlepiej będzie, jeśli sala zostanie zaadaptowana do innych celów. Mówiło się o m.in. o magazynie map i innych materiałów geodezyjnych. Nie pomogły argumenty, że to miejsce dla kina wręcz wymarzone. Nie poskutkowały też protesty, w tym manifestacja kilkuset studentów Uniwersytetu Warszawskiego, która przeszła głównymi ulicami stolicy w kwietniu 1996 roku.

Atrakcyjne wnętrza w centrum Warszawy pozostają martwe. – Sala kinowa i kuluary dawnego kina Śląsk są wyłączone z bieżącego użytkowania i stanowią zaplecze techniczno-organizacyjne – usłyszeliśmy w Ministerstwie Rozwoju Regionalnego.

Zapewniono nas tam, że wystrój sali kinowej nie został naruszony. – Planowana jest realizacja projektu inwestycyjnego, w wyniku którego powstanie sala konferencyjna na potrzeby ministerstwa, w tym przyszłej prezydencji Polski w UE. Szczegółów nie chciano nam jednak zdradzić. Podobnie jak nie wyrażono zgody na wejście do środka. – Taka ładna była to sala – wzdychają dawni pracownicy i widzowie Iluzjonu.

Życie Warszawy