r e k l a m a

Dwugodzinna jazda na maksa

Piotr Szymaniak 17-03-2010, ostatnia aktualizacja 19-03-2010 14:05

Skąd on ma tyle siły? - zastanawiali się fani Kazika na Żywo. Podczas wtorkowego koncertu 47-letni frontman skakał i szalał po scenie jak 20-latek. Pozostali muzycy, którzy też do młodzieniaszków nie należą, nie pozostawali w tyle.

autor: Darek Golik
źródło: Fotorzepa

Już zagrane na początek "Legenda Ludowa" i "Świadomość" wyznaczyły kierunek - miało być ciężko i szybko. I tak było do końca. Ale publiczność, która przychodzi na Kazika, nie oczekuje nic innego: byleby Litza i Burza wyszarpywali kolejne riffy, a Kazik wypluwał słowa z prędkością karabinu, wszystko będzie w porządku.

Zespół zadaniu sprostał. Poza kilkoma momentami, w których chłopaki próbując od razu wystartować z kopyta, musieli jeszcze raz zaczynać dany utwór (i chwilową awarią prądu) obeszło się bez większych wpadek. Choć lepiej zdecydowanie wypadały kawałki, w których Kazik nie czytał tekstu z kartki (z wyjątkiem "Krzesła Łaski").

Jednym z mocniejszym punków koncertu był "Nie zrobimy wam nic złego, tylko dajcie nam jego" ozdobione dość niespodziewaną długą solówką gitarową Burzy. Były też dawno nie grane "Co się z tobą stanie gdy ci ufać przestanę" oraz wyciągnięty z lamusa "Raz pierwszy". – Dawno go nie graliśmy. Na poprzednim koncercie wypadł beznadziejnie. Jak teraz też tak będzie to damy sobie z nim spokój - powiedział przed tą piosenką. Może na kolana nie rzucił, ale wspomnienia pierwszej płyty wróciły jako żywe.

Przez ponad godzinę Kazik na Żywo grał w szaleńczych tempach: "Artyści" "Konsument" czy tradycyjnie już odegrany dwukrotnie "Tata Dilera" wyciskały ze skaczących pod sceną fanów resztki potu. Pod koniec, podczas "Spalam się" i " W południe" czy "Prawdy", zrobiło się trochę spokojniej, ale na bisy Stodoła znowu się zatrzęsła. Ze sceny zeszli po dwóch godzinach naprawdę energetycznego grania.

Życie Warszawy