r e k l a m a

Wszystko w życiu robię z pasją

Anna Kilian 12-03-2010, ostatnia aktualizacja 14-03-2010 19:36

Wokalista grupy Dialect Music dzieli się wrażeniami z Berlina, opowiada o pracy biotechnologa i porozumieniu ponad barierami. Francuska grupa zagra jutro o 20 w klubie Karmel przy ul. Kredytowej 6. Z Gasem rozmawia Anna Kilian.

Dialect Music
źródło: materiały prasowe
Dialect Music
źródło: materiały prasowe

Dialect Music miał rozgrzać publiczność przed Beat Assailant. Odwołanie jego występu stało się, niespodziewanie dla was, okazją do zagrania pełnego, długiego koncertu w Warszawie. Pewnie więc nie żałujecie takiego obrotu sprawy?

Ta zmiana w programie wyszła nam na dobre. Najważniejsze dla nas to występować jak najwięcej. W związku z tym nauczyliśmy się adaptować do sytuacji. Zwłaszcza że nie mamy statusu międzynarodowych gwiazd. Ludzie przychodzący na nasze koncerty robią to, bo rzeczywiście nas lubią albo o nas słyszeli. Tak było choćby wczoraj w klubie w Berlinie, gdzie przez kilka dni graliśmy podczas Festiwalu Francophonic.

Jak odebraliście Berlin i berlińczyków?

To bardzo interesujące miasto pełne ludzi o szerokich poglądach. I z zupełnie inną atmosferą niż we Francji. To zapewne efekt odmiennych doświadczeń historycznych i tego, że kraj pozostawał tak długo podzielony po wojnie. Cieszy nas, że berlińczycy bardzo dobrze odbierają naszą muzykę.

Nie podpisaliście jeszcze kontraktu z żadną wytwórnią. Dlaczego?

Wytwórnie nie dbają o rozwój artysty, ale by jak najwięcej zarobić. We Francji stawiają tylko na wielkie gwiazdy, także kolorowe magazyny i radiostacje są zainteresowane jedynie topowymi nazwiskami. Liczy się tylko showbusiness, marketing, sprzedaż. Dlatego nie zależy nam na kilkuletnim kontrakcie z wytwórnią, ale na jednorazowych umowach na wydanie płyty. Nasz pierwszy album "Parlez-vous DIALECT?" ukaże się 26 kwietnia. Będzie też dostępny w Warszawie podczas i po koncercie.

Z zawodu jest pan biologiem.

Ukończyłem biotechnologię na uniwersytetach w Lyonie i Tuluzie. Biologia to moja pasja – zresztą wszystko w życiu robię z pasją, inaczej nie potrafię – daje mi dodatkowe spojrzenie na życie. Jestem zatrudniony w prywatnej firmie i mój szef zrozumiał, że nie mogę pracować w pełnym wymiarze godzin, bo równie ważna jest dla mnie muzyka. Ale i tak na sen zostaje mi 4 – 5 godzin. Wysypiam się podczas tygodniowego urlopu, który lubię spędzać na wsi.

W Warszawie, w klubie Karmel zaśpiewa pan, oczywiście, po francusku. O czym są pana teksty?

Karmel - jak słodko to brzmi! Uwielbiam słodycze! A co do tekstów. Snuję refleksje na temat ludzi w ogóle, sposobu, w jaki razem – dobrze albo źle – żyją. Staram się dotknąć tego, co jest w ich sercach. Nazwa Dialect Music wskazuje na naszą chęć porozumienia się z publicznością, także ponad barierami językowymi.

Wydaje się pan być bardzo pozytywnie nastawiony do życia.

Trzeba równoważyć to, co przydarza nam się złego czymś pozytywnym. Inaczej trudno jest przetrwać.

Gracie miks hip hopu z funkiem i jazzem. Z którym z tych gatunków jest pan najsilniej związany?

Hip hopem zajmuję się od wielu lat. Przedtem byłem didżejem. Funk i jazz są mi także bliskie. Muzycy z zespołu są wykształconymi jazzmanami.

Czego spodziewacie się po Warszawie?

Miłych ludzi, którzy umieją słuchać. I pozytywnych reakcji na naszą muzykę.

Życie Warszawy