r e k l a m a

Walę prosto w ryj

Dominika Węcławek,Piotr Szymaniak 10-03-2010, ostatnia aktualizacja 12-03-2010 20:49

Lider grupy Strachy na Lachy mówi o papieżu, buncie, przemijaniu, dzieciakach pod sceną i płycie „doDekafonia". Już w piątek zespół wystąpi w klubie Palladium.

Nigdy nie pisałem tekstów dla młodzieży – przekonuje „Grabaż”
autor: Gardziński Robert
źródło: Fotorzepa
Nigdy nie pisałem tekstów dla młodzieży – przekonuje „Grabaż”

Krzysztof Grabowski: Od razu uprzedzam. Nie rozmawiam o punk rocku.

Te okulary to nowy image?

Nie, jestem chory po prostu.

„Chory na wszystko“? (to tytuł otwierającej album piosenki - przyp. red.)

Na katar.

Zastanawialiśmy się, czy po dwóch tygodniach od premiery płyty pojawiły się jakieś recepty w związku z "chorobą na wszystko"?

Oprócz ogólnonarodowego wezwania do większej dawki optymizmu to raczej nie. Żona próbuje mnie uleczyć, mama zadzwoniła, czy aby nie zamierzam się zabić.

Piosenka powstała już jakiś czas temu, na koncertach gracie ją od dawna. Nadal czujesz się tak samo, jak wtedy, gdy powstawała?

Nic się nie zmieniło. Śmierć papieża była taką cezurą, początkiem ogólnoświatowej degrengolady. Brak autorytetu, najwyższej instancji mogłaby pewne rzeczy powstrzymać. Kiedy król umarł zaczęli rządzić dworzanie. Zmieniły się władze, pootwierano pewne rzeczy, których nie należało otwierać. Wszystko pod hasłem odnowy moralnej narodu. Prawda miała nas uleczyć, tymczasem wielu z nas uśmierciła. Powyłaziły robale, zgnilizna i padlina – zagonić to z powrotem nie sposób.

Dla wielu twoich słuchaczy ty jesteś autorytetem. Stawiają cię np. obok Baczyńskiego. O twoich tekstach pisane są prace magisterskie.

Nie pretenduję do bycia jakimkolwiek autorytetem moralnym, bo z natury jestem zły i grzeszny. Poza tym nie wiem o tym świecie tyle, by zbliżyć się do osoby za taki autorytet uchodzącej. Jak każdy artysta, który dociera do sedna sprawy na zasadzie empirycznej, czasami robi rzeczy powszechnie uznane za niegodne. Może funkcjonować jako człowiek, który ma coś do powiedzenia lub tworzy dzieła, które mówią za niego.

Jak się czujesz kierując przekaz do ludzi dojrzałych, z pewnym bagażem doświadczeń, widząc, że na koncertach jest dwa razy ludzi młodszych?

Od 10 lat zastanawiam się, co siedzi w głowach tych małoletnich pieszczoszków, że oni się z tym utożsamiają? Często w swoich tekstach odnoszę się do symboli popkultury, których w ich wieku się nie kuma.

Nigdy nie pisałem tekstów dla młodzieży - to był bardzo duży problem w przypadku Pidżamy Porno. Zespół otoczony nimbem niezależności nagle sprzedaje pełną salę, której połowę stanowią dzieci. Ta kwestia wszystko zdominowała. Przestało być ważne, o czym ten koleś śpiewa, jak oni grają. Ważne są tylko te dzieci, które skaczą pod sceną i potrącają bardziej dostojnych osobników, którzy zaszczycili swoją obecnością koncert.

Na Strachy też chodzą dzieci - młodzież gimnazjalno-licealna i pierwsze lata studiów. Ale dużo jest też naszych rówieśników. I po wydaniu doDekafoni najwięcej pozytywnych sygnałów dostajemy właśnie od nich. Tylko, że oni przychodząc na nasze koncerty, na nieszczęście zabierają też ze sobą dzieci (śmiech).

Na ile wpłynęło na ciebie obcowanie z tekstami innych autorów podczas nagrywania „Autora“ z piosenkami Kaczmarskiego i „Zakazanych piosenek“ z punkowymi przebojami lat 80.?

Przede wszystkim to było wyzwanie pod względem muzycznym. Eksperyment na zasadzie "jakby to coś jeszcze popsuć". Muzycznie „doDekafonia“ jest kontynuacją „Autora“ i „Zakazanych piosenek“. Np. przed przystąpieniem do nagrywania płyty dostałem od kolegów z zespołu absolutny zakaz charczenia.

Można odnieść wrażenie, że teksty z „doDekafonii" są o wiele bardziej naładowane buntem niż ostatnie albumy Pidżamy Porno. Z czego to wynika?

Nie sądzę, żeby „Marchef w butonierce" była mniej radykalna od „doDekafonii“. Pisanie tekstów dotykających polityki i spraw czysto społecznych zarzuciłem w 1983 roku, kiedy to popełniłem „Bal u Senatora“.

Wszystko, co było związane z polityką mnie nie dotyczyło. Skupiłem się na sobie i rzeczach, które mnie spotykały. O tym chciałem pisać zakładając Strachy. Teraz wróciłem do takiego sposobu uzewnętrzniania emocji jak przy pierwszych płytach Pidżamy Porno - Prosto w ryj. Chociaż momenty liryczne na tej płycie też są. Niemniej przez dwa lata nie zamierzam nic nagrywać.

Chyba, że płytę z coverami.

Zakładaliśmy z Kozakiem Strachy na Lachy z myślą o graniu cudzych kawałków. Kiedy porządkowałem ostatnio komputer trafiłem na nagrania mojej pierwszej kapeli - Ręce do Góry. Przez 20 lat nie byłem w stanie tego słuchać. Teraz - megakosmos. Sam się dziwię, że aż tak dobrze to brzmiało.

Coś z tego będzie?

Myślę nad tym. Może nie pojutrze, ani w przyszłym tygodniu. Dla wielu ludzi to będzie szok. Lata 80., instrumenty na 1.5 zł, piece za 6.20 zł to strasznie grobowo brzmiało. To była dopiero dołująca kapela. Miałem 18-19 lat i cała ta literatura obozowa miała na mnie ogromny wpływ. Taki byłem zajarany, że ludzie mnie wtedy pytali, ilu ja w życiu Niemców zabiłem.

W jednym z wywiadów powiedziałeś, że czujesz się „jednoosobową mniejszością“. Nadal tak o sobie myślisz?

Ja tak się czuję mniej więcej od ‘90 roku kiedy człowiek, który przyjechał z teczką w ręku w wyborach prezydenckich pokonał Tadeusza Mazowieckiego. To było twarde lądowanie w pustym basenie. Duża część mojego pokolenia po odzyskaniu niepodległości przeszła na pozycje outsiderów. Wreszcie żyliśmy w kraju, w którym nikt nie wkracza nam z butami do domów, szaf, pościeli, nie penetrował nam piwnic ani strychów. I żyliśmy w tej błogiej harmonii i przeświadczeniu, że wszystko co jest związane z nami, zależy tylko i wyłącznie od nas. Natomiast później, gdy zaczęły się jazdy z CBA, teczkami, gierkami. Zaczęliśmy się bać... i interesować polityką, ale dlatego, że polityka zaczęła się interesować nami.

Nie za wcześnie na rozliczanie się życiem?

Ile masz lat?

Ja się czuje młodo, ty też staro nie wyglądasz.

Facet w moim wieku cięgle jeszcze chce się czuć jak facet w twoim wieku, a warunki obiektywne mu na to nie pozwalają. Chce być jeszcze młody, czuje się tak i chce się cieszyć życiem, ale to życie mu na to nie pozwala.

Chcesz próbować czegoś nowego, ale nie za bardzo wypada. Masz dorastające dzieci, musisz utrzymać rodzinę, za chwilę zaczną ci chorować starzy, coraz częściej zamiast z urodzinami zaczynasz spotykać się ze śmiercią. Odchodzą kumple, z którymi siedziałeś w klasie. I to wszystko powoduje, że częściej patrzysz się za siebie i zaczynasz oceniać. Czy wszystko, co zrobiłeś jest ok, czy nie za wiele czasu nie przeciekło przez palce, czy zbyt wielu momentów nie przepiłeś. I zadajesz sobie pytanie: Mam to, doszedłem do tamtego, ale czy k... jestem szczęśliwy?

W tym wieku człowiek bardziej boi się śmierci niż w twoim. Mając 26 lat byłem w o wiele gorszej kondycji zdrowotnej niż teraz, ale śmierci się w ogóle nie bałem. Teraz się jej boję zajebiście.

Życie Warszawy