r e k l a m a

Avery Gilbert „Co wnosi nos” ****

Maciej Robert 25-02-2010, ostatnia aktualizacja 25-02-2010 06:07

Książka Avery’ego Gilberta o tajemnicach ludzkiego powonienia to doskonały przykład literatury popularnonaukowej. Autor „Co wnosi nos” przekazuje bowiem niezwykle interesujące fakty za pomocą uroczo gawędziarskiego stylu.

źródło: materiały prasowe

Powonienie jest chyba najbardziej kuriozalnym spośród wszystkich ludzkich zmysłów. Jego wartość użytkowa i poznawcza – w porównaniu choćby ze wzrokiem czy słuchem – jest znikoma. Jednak, patrząc na to z innej perspektywy, rzecz ma się zupełnie inaczej. Nie ma bowiem porównania między pięcioma receptorami smakowymi a 350 receptorami węchowymi.

Mimo to naukowcy do dziś spierają się o to, czym właściwie jest zapach i ile jego rodzajów istnieje. Z rozróżnieniem barw czy tonów nie ma tyle kłopotów. Najłatwiej oczywiście byłoby pozostać przy najprostszym rozróżnieniu – jest zapach przyjemny i nieprzyjemny (nazywając rzeczy po imieniu – smród). Sprawa jest jednak bardziej złożona – elementarnych kategorii zapachowych wyróżnia się niewiele (w zależności od systemu – od czterech do dziewięciu), jednak ilość klas, gatunków i odcieni zwiększa tę liczbę do kilkudziesięciu tysięcy. Jak się w tym wszystkim połapać?

Z pomocą przychodzi spec od zapachów, Avery Gilbert, amerykański psycholog, który po latach doświadczeń dotyczących percepcji woni napisał książkę podsumowującą stan badań nad powonieniem.

Stanął tym samym przed nie lada problemem – jak bowiem pisać o czymś, czego nie można dostrzec i co na dobrą sprawę nie ma swojej nazwy? Przecież w codziennym życiu identyfikujemy zapachy, nadając im nazwę od źródła, które je wydaje. Jest zatem zapach róży, mokrej ziemi czy przypalonego mięsa.

Zapachy nie mają swoich własnych nazw (jak to ma miejsce w przypadku barw), ani przypisanych im symboli – jak w muzycznym określaniu dźwięków. Można oczywiście zdać się na nazewnictwo naukowe i posiłkować się nazwami chemicznych związków, które odpowiadają za dany zapach. Czy jednak książka opisująca woń bielinka jako mieszaninę α-pinenu, β-pinenu, miocenu, limonenu, neralu i cytralu, byłaby ciekawa?

Rzecz jasna można odejść od tego typu języka (ostrygi zawierają 1-octen-3-on, zaś marokańskie sardynki (E, Z)-2,6-nonadienal) i zdać się na wyszukany język perfumerii. „Pełna życia, kobieca kwiatowość róży, lilii, tuberozy, nagietka, konwalii, jaśminu, jagodlinu wonnego, czarnej porzeczki i goździków z akcentem świeżych mandarynek i ożywczych nut owocowych. Ciepły, dopełniający akord korzenia fiołkowego, drzewa sandałowego, wetywerii pachnącej, mchu i bursztynu”.

Od samego opisu człowieka mdli – uważa Gilbert, który w swojej książce znalazł złoty środek, pozwalający przekazać jego niebagatelną wiedzę. Autor połączył naukowe zaplecze z codziennym, niekiedy bardzo komicznym językiem i posiłkując się wieloma anegdotami zdołał stworzyć książkę, która w fascynujący sposób opowiada o niezwykłym świecie zapachów.

A jest to świat niezwykle tajemniczy, z czego nawet nie zdajemy sobie sprawy. Na pierwszy rzut oka (a raczej nosa) każdy ma do niego dostęp. Gilbert dowodzi, że nie jest to takie oczywiste – przeciętny człowiek jest w sprawach zapachów raczej laikiem, potrafiącym wyodrębnić i nazwać zaledwie kilka woni.

Na domiar złego znaczna część społeczeństwa dotknięta jest hiposmią lub anosmią, czyli częściową lub całkowitą utratą powonienia. Zaburzenia węchu są rzeczą codzienną – wystarczy mały katar, by utracić chwilowo wrażliwość węchową, a byle uderzenie w głowę może spowodować zerwanie włókien nerwowych odpowiadających za węch. “Zawsze się wzdrygam, gdy widzę dzieci odbijające piłkę głową. Żadne z nich nie zostanie raczej szefem kuchni lub perfumiarzem” – dowcipkuje Gilbert. Trudno mu się dziwić – niemożność rozróżnienia zapachów byłaby dla niego życiową porażką. Na szczęście jako człowiek obdarzony węchową nadwrażliwością, który dzięki codziennym doświadczeniom wykształcił u siebie nadzwyczajne powonienie, Gilbert jest znakomitym przewodnikiem po świecie zapachów, który z pasją potrafi pisać o węchowych halucynacjach, różnicach w odczuwaniu woni u kobiet i mężczyzn, o supernosie na usługach policji i o tym, czy kiedykolwiek powstanie „zapachowy” film.

Zabrani przez Gilberta w niezwykłą podróż po świecie zapachów, pamiętajmy o jednej fundamentalnej rzeczy: „Drzewo płonące w lesie nie pachnie, jeśli nie ma w pobliżu nikogo, kto mógłby wyczuć unoszący się swąd”. Zapachy nie istnieją obiektywnie, rodzą się dopiero w naszym mózgu. Ujmuje to nieco magii naszym wyobrażeniom, ale czyni obcowanie z książką Gilberta jeszcze bardziej fascynującym.

Avery Gilbert

“Co wnosi nos. Nauka o tym, co nam pachnie”

tłum. Jacek Konieczny

W.A.B., Warszawa 2010

Życie Warszawy