Bartosz i Tomasz Minkiewiczowie "Wilq 1234" *****
Dzięki braciom Minkiewiczom Opole zyskało superbohatera na miarę swoich możliwości, Wilq niestrudzenie przez kolejne lata bronił miasta przed wszelkimi szumowinami i charakterami nie zawsze czarnymi.
A jakimi konkretnie? Można przekonać się sięgając po elegancką reedycję czterech pierwszych albumów, w której wszystkie historie opowiedziane zostały raz jeszcze, tym razem jednak w kolorze. I już nie tylko niezbyt lubiany przez Wilqa kolega nabiera rumieńców, pryszcze na twarzach „fanów komiksu” stają się czerwone jak nigdy wcześniej, a witraże z piłkarzami mienią się w słońcu wprost bajecznie. To, że trawa na działce jest zieleńsza, krew czerwieńsza, a noc jeszcze mroczniejsza, sprawia, iż opowieści stają się bardziej atrakcyjne wizualnie.
Kolory nałożono zgodnie z duchem całej serii, dosyć umownie, z odrobiną niechlujnej nonszalancji - tu coś wystaje za linię, tam nie jest w całości wypełnione. I dobrze, bo staranne kolorowanie zabiłoby charakter tego komiksu.
Co ciekawe, choć od publikacji pierwszych odcinków Wilqa w kultowym magazynie „Produkt” minęło już dziewięć lat, to kontrowersyjne, bardzo nieraz abstrakcyjne poczucie humoru Minkiewiczów nie zestarzało się ani odrobinę.
Pierwsze historie czytane raz jeszcze wciąż bawią, a te dodane na potrzeby kolorowej edycji nie tracą na ostrości. Przedszkolne rymowanki, przekleństwa używane niczym przecinki, powiedzonka w stylu „złemu tancerzowi prącie w tańcu mrowi”, fragmenty medialnej nowomowy albo przytaczane przez jednego z bohaterów mądrości przypisane trenerowi Piechniczkowi („Po co strzelać jednego gola, skoro chcemy wygrać cały mecz”) budują klimat całości, która wykracza już poza komiksową satyrę na superbohaterów, a staje się celnym portretem znudzonych chłopaczków z osiedla.
Ich sposób zachowania, podejście do życia, ale i język zostały świetnie uchwycone. Najlepiej od czasów "Osiedla Swoboda" Śledzia. Raperzy mogliby się wiele nauczyć (niektórzy zresztą do "Wilqa" chętnie nawiązują).
Na kolejnych stronach spotykamy więc typów, którzy na widok wagarowiczów w szerokich spodniach dostają szału, a poczucie misji każe im dopilnować, by młodzież poznała swój cel. Tymczasem sami po pracy (czy ktoś jeszcze pamięta, że Wilq kopiuje teksty w agencji reklamowej?) spotykają się w pustym biurze i kasują się wzajemnie grając w Quake`a, nie przebierając przy tym w rzucanych na całe pomieszczenie słowach.
Antysuperbohater Wilq, choć ma swoje zasady i w marynarce nie poleci ratować nikogo, nawet swojej „prawie jak dziewczyny” zwanej Słabym Wielbłądem, to jednak jest chamem, prostakiem i konusem pozbawionym wrażliwości i wyzutym z romantyzmu. No chyba, że myśli o swoim ukochanym żółwiu, Maciusiu.
Jego przeciwnicy, też są de facto antyprzeciwnikami. To galeria dziwacznych stworów, jakich nie powstydziłby się sam kinowy wizjoner David Cronnenberg, wymieńmy tu choćby penisoręką poduchę elektryczną czy trójpalczastą dłoń z ciasta, abstrakcyjnych istot, jak podstępna czeska (pardon, słowacka) góra, ale i inteligentnych inaczej superłotrów, takich w rodzaju knującego nieustannie doktora Wyspye.
Duży dystans i brak jakichkolwiek oporów u twórców sprawia, ze całość, pozornie szkaradna, brutalna i bezsensownie wulgarna, nabiera nowego znaczenia. Jak mawiali pewni artyści teatralno-kabaretowi „widz kultowy zostaje” i zaśmiewa się do rozpuku. Zwłaszcza, że sprawnie ukręcono bicz nie tylko na blokowy marazm, ale też choćby pasożytnicze, niezdolne do czegokolwiek środowisko studenckie, popkulturową papkę a zarazem nieznośne zadęcie sztuki wysokiej. Dostało się również środowisku komiksowemu. Co delikatniejsi (i odporni na konwencję) mogą czuć się ostrzeżeni. W końcu Bartosz i Tomasz Minkiewiczowie już w pierwszej planszy zaznaczyli „Jeszcze możesz przestać czytać ten komiks. Zrób to, bo w przeciwnym razie będziesz musiał czytać mnóstwo słów na K., S., P., J., A NAWET NA H!”.
„WILQ 1234”, Bartosz i Tomasz Minkiewiczowie, wyd. BM Vision, cena 119 zł
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w
jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją,
fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o.
Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione
pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.



DRUKUJ z Kyocerą
WYŚLIJ
Zakup Usług
WYKOP
GOOGLE
BLIPNIJ
STUMBLEUPON
facebook