Kazimierz Kutz "Piąta strona świata" *****
Wyczekiwana powieść Kazimierza Kutza nie zawodzi. To przepyszna gawęda, w której Górny Śląsk jawi się jako miejsce magiczne.
"Piata strona świata" to powieściowy debiut znanego reżysera, a w ostatnich latach również polityka, Kazimierza Kutza. Debiut szczególny – po pierwsze dlatego, że autor ma 81 lat. Po drugie – jest to rzecz o wyjątkowym potencjale artystycznym. Nie powinno to dziwić – wszak Kutz ma za sobą ponad półwieczną karierą twórczą. Zadebiutował jako filmowiec w 1959 roku, ma na swoim koncie 20 filmów fabularnych oraz wiele spektaklów teatru telewizji. Ale Kutz sprawnie włada nie tylko kamerą – jest autorem setek felietonów o tematyce filmowej i społecznej, a także autobiograficzno-memuarystycznej książki „Klapsy i ścinki”. Jest doskonałym gawędziarzem, osobą o specyficznym języku – ciętym, kpiarskim, liryczno-rubasznym. Przede wszystkim jest jednak Kutz Ślązakiem – i w filmach, i w polityce, i w przekonaniach, i w sercu.
Powieść Kutza jest niejako połączeniem jego wszystkich pasji – można nazwać „Piąta stronę świata” anegdotyczną epopeją, śląską gawędą, podrasowaną biografią, literackim wspomnieniem, w którym regionalny realizm magiczny miesza się ze społecznym interwencjonizmem. Przede wszystkim jednak należy traktować tę powieść jako opus magnum Kutza. „Piata strona świata”, nad którą autor pracował 15 lat, jest podsumowaniem całego życia. I choć jest to pierwsza powieść wybitnego reżysera, można zaryzykować stwierdzenie, że jest jego ostatnim dziełem (niezależnie od tego, czy po niej powstaną jeszcze jakieś książki czy filmy). W pewnym sensie dalej pójść się już nie da.
To rzecz, która jest kutzowską summą – zawarł w niej wszystkie swoje doświadczenia, powiedział całą prawdę o sobie, swoich przodkach i o swoim miejscu na ziemi. Tak właśnie – całą prawdę, pomimo, że jest to rzecz w podstawowym, czyli biograficznym, wymiarze momentami zmyślona. Ale za tą fikcją literacką stoi coś więcej. Kutz stworzył swojego narratora-bohatera na swoje podobieństwo w 70 procentach. Reszta jest mitem, pięknym zmyśleniem, bytem fikcyjnym, który urealnił się w niejednym „śląskim” filmie Kutza. Bohater „Piątej strony świata” nosi nazwisko Basista (tak jak główni bohaterowie „Soli ziemi czarnej”, która otworzyła śląską trylogię Kutza, jego najważniejsze filmowe dzieło). Jest to zabieg celowy – nadaje całości metaforyczny, niemal mityczny charakter, a zarazem, naginając nieco biografię, pozwala się pozbyć narratorowi inteligenckiego bagażu. To ważne dla powieści, która zaleca się gwarowością, autentycznością, brakiem bezdusznego literackiego sznytu. To powieść „pogańska”, jakby powiedział Kutz, rozpięta między prostotą życia i natchnionymi wizjami śląskich twórców naiwnych.
„Piąta strona świata” wydaje się być chaotycznie opowiedziana, ale w tym pomieszaniu wątków, historii i anegdot jest swoisty urok. Któż zresztą dałby radę uporządkować historię rodziny, w której poszczególne rody łączą się, rozgałęziają, meandrują? Któż by się połapał w mnogości potomków (dziadek bohatera „co się babki tknął, to zachodziła w ciążę. Taką miał lutownicę, co rok to prorok, a potem jeszcze na wiele miesięcy wychodziła z obiegu”)? W tę ponad stuletnią historię najbarwniejszych postaci z Szopienic i Rożdzienia Kutz wpisał dwa podstawowe wątki – pierwszy dotyczy tajemnicy związanej ze śmiercią dwóch przyjaciół z czasów młodości, drugi jest panoramą lokalnej specyfiki kulturowej i społecznej, jedyną w swoim rodzaju lekcją historii Górnego Śląska. Pierwszy wątek pozwala (o tyle, na ile to możliwe) scalić większość anegdot i unieść całość na wyższy, niemal metafizyczny poziom. Drugi z kolei łączy nurt osobisty z działalnością społecznikowską.
Na tym właśnie poziomie uwidacznia się jedyny zgrzyt w powieści Kutza. O ile bowiem osobiste wspomnienia nadają jej charakteru lirycznego wyznania, a zanurzenie w historię jest koniecznym – a przy okazji niezwykle barwnym – tłem obyczajowo-społecznym, o tyle częste wymachiwanie sztandarem śląskości staje się chwilami niebezpieczne. Gdy w każdym z kolejnych rozdziałów Kutz dobiera coraz to nowe metafory na podkreślenie wyjątkowej roli Śląska, wrzuconego miedzy ścierające się siły niemieckie i polskie, ta martyrologiczna nachalność zaczyna nieco irytować. Na całe szczęście narrator mówi wówczas: „Jezu, znowu mnie huśtnęło, pardon, na inną parcelę” i powraca do świetnej, potoczystej opowieści.
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w
jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją,
fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o.
Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione
pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.



DRUKUJ z Kyocerą
WYŚLIJ
Zakup Usług
WYKOP
GOOGLE
BLIPNIJ
STUMBLEUPON
facebook