r e k l a m a

Policjanci poturbowali staruszka, bo pomylili adres

Janina Blikowska,Marek Kozubal 13-04-2011, ostatnia aktualizacja 14-04-2011 22:55

Siedem szwów na twarzy, rozbity nos, utrata przytomności. Tak dla 87-letniego mieszkańca wsi pod Otwockiem zakończyła się akcja antyterrorystów, którzy szukali wielkiej wytwórni amfetaminy.

*Pan Henryk Kardas jest kombatantem, podczas wojny walczył w Batalionach Chłopskich
autor: Radek Pasterski
źródło: Fotorzepa
*Pan Henryk Kardas jest kombatantem, podczas wojny walczył w Batalionach Chłopskich
Piotr Szumowski | adwokat
źródło: archiwum prywatne
Piotr Szumowski | adwokat
Dariusz Piotrowicz | psycholog, wykładowca SWPS
źródło: SWPS
Dariusz Piotrowicz | psycholog, wykładowca SWPS

Henryk Kardas do dzisiaj nie może się otrząsnąć z tego, co go spotkało kilka dni temu. Na twarzy ma krwiaki. Porusza się z trudem.

W niedzielę ok. 5 rano usłyszał walenie do drzwi. – Byłem zły, myślałem, że to wnuk – wspomina. Kiedy je otworzył, dwóch zamaskowanych i uzbrojonych policjantów chwyciło go za barki i z całej siły rzuciło na beton przed wejściem. Próbowali skuć go kajdankami, ale  ręce pana Henryka były zbyt opuchnięte.

Policja! Na ziemię!

Mężczyzna uderzył głową o beton, zalał się krwią, stracił przytomność. – Nie zwracali uwagi na to, że nie jestem ubrany, że jestem starszą osobą – mówi  pan Henryk.

Do domu wpadło kilku kolejnych antyterrorystów. Ci skuli  jego 81-letnią żonę i pozostałych trzech członków rodziny.

Policjanci przeszukali mieszkanie. – W tym czasie ja przez cały czas leżałem na betonie, a temperatura była bliska zeru – dodaje mężczyzna. – Trwało to prawie godzinę – mówi. Gdy odzyskał świadomość, poprosił policjantów, aby pozwolili mu wziąć leki, bo choruje na serce. W odpowiedzi usłyszał, że „i tak jesteś zdrowy”.

Po godzinie mundurowi pozwolili w końcu staruszkowi usiąść na ławce przed domem. Zobaczyli jego zakrwawioną twarz. – Jeden krzyknął do drugiego, „żeby mu łeb owinął”. Na głowę dziadka założono gazę i owinięto ją bandażem – opowiada mąż wnuczki pana Henryka. Potem funkcjonariusze wezwali karetkę.

Gdy jedna ekipa przeszukiwała dom, druga szturmowała budynek na podwórzu. Mieszka w nim ciężko chory (od 20 lat nie wstaje z łóżka) syn pana Henryka  z żoną. Policjanci wybili tam szybę w oknie  i weszli do środka. Wychodzili także przez okno.

Sam się przewrócił?

– Tylko raz policjanci powiedzieli, że u nas mogą być niebezpieczni ludzie i mogą być produkowane narkotyki – dodaje pani Gabriela, żona pana Henryka.

Policjanci nic nie znaleźli. Trzem osobom kazali się tylko stawić na przesłuchanie w komendzie. Nikt nie usłyszał zarzutów. – Rozumiemy, że trzeba zwalczać narkotyki, bo to jest zło, ale nie godzimy się na takie traktowanie starszych ludzi. Nikt nie dał im prawa, aby się nad nami znęcali – mówi Gabriela Kardas.

– Policjanci nawet nas nie przeprosili, po prostu pojechali sobie – dodaje starsze małżeństwo. Przez 2,5 godz. trzymali rodzinę w kajdankach. Na zachowanie mundurowych złożyli skargę m.in. do Komendy Głównej Policji, rzecznika praw obywatelskich i prokuratora generalnego.

We wtorek warszawscy policjanci chwalili się zlikwidowaniem pod Górą Kalwarią laboratorium amfetaminy. Znajdowała się kilkadziesiąt kilometrów od domu Kardasów. Policjanci ani słowem o nim nie wspomnieli.

Za to na stronie internetowej KSP umieszczony został film, który wykorzystywały telewizje,  na którym widać zabudowania rodziny. – Sąsiedzi się z nas śmieją, że produkujemy narkotyki
– zżymają się Kardasowie.

Maciej Karczyński, rzecznik komendanta stołecznego, nie chciał wczoraj komentować siłowego wejścia policjantów do domu pod Otwockiem. Powiedział jedynie, że sprawa jest wyjaśniana. Pytany o obrażenia u pana Henryka rzecznik stwierdził, że „starszy mężczyzna sam się przewrócił”.

Krzysztof  Hajdas z Komendy Głównej Policji tłumaczy: – Miejsca, gdzie wchodzą antyterroryści, ustalane są przez policjantów operacyjnych. W tym przypadku z KSP. Antyterrorysta dostaje adres. Wie, że musi działać szybko, by zatrzymać groźnego przestępcę.

Monika Lewandowska, rzecznik prokuratury okręgowej, dodaje: – Jeśli dostaniemy skargę od tej rodziny, to się nią zajmiemy – zapewnia.

 

Piotr Szumowski | adwokat

Jeśli podczas swoich działań policjanci się pomylą, to muszą brać za to odpowiedzialność. Wchodząc do czyjegoś domu, funkcjonariusze powinni mieć pełne rozpoznanie operacyjne. Gdy jednak dojdzie do pomyłki, poszkodowani mają dwa wyjścia. Pierwsze to sprawa karna: zawiadomienie do prokuratury o popełnieniu przestępstwa. Jeśli prokurator dopatrzy się winy policjantów i skieruje przeciw nim akt oskarżenia, wówczas poszkodowani mogą wnieść o odszkodowanie i zadośćuczynienie za doznaną krzywdę. Druga droga to sprawa cywilna. Nie trzeba czekać na wyrok w sprawie karnej, poszkodowani mogą kierować pozew o odszkodowanie do sądu cywilnego. Muszą jednak tam wykazać, że doznali szkody z powodu bezpodstawnych działań policji.

 

Dariusz Piotrowicz | psycholog, wykładowca SWPS

Gdy policjanci odkryli pomyłkę, powinni zdobyć się na ludzki odruch. Do rodziny tej powinien pojechać zespół składający się z przedstawiciela Wydziału Komunikacji Społecznej KSP i psychologów. Powinni porozmawiać z tymi ludźmi. Wytłumaczyć im, dlaczego doszło do pomyłki, wyjaśnić, że celem działania funkcjonariuszy nie było ich upokorzenie. Powinni też wskazać instytucje, które mogą im pomóc. Dobrym gestem byłaby publikacja w lokalnej prasie sprostowania informującego o pomyłce. W przypadku, gdy dynamiczne wejście policjantów powoduje zniszczenia, powinien zaś zostać sporządzony i podpisany protokół szkód. Gdyby w taki sposób załatwiano podobne sytuacje, roszczeń kierowanych wobec policji byłoby mniej.

 

Dodaj swoją opinię

Życie Warszawy



-->