Rachid Taha "Bonjour" ****
Po pierwszym kontakcie z "Bonjour" pomyślałem, że w Rachidie Taha wypalił się algierski płomień. Ale pozory mylą. Na płycie nie brak bardzo udanych piosenek.
Taha urodził się w Oranie, niemniej większość życia spędził we Francji. Tam spróbował w muzyce wszystkiego - od rock'n'rolla po techno. Ze swoją grupą Carte De Sejour grał bardziej gitarowo, na własną rękę zdecydowanie bardziej elektronicznie. Im był starszy, tym mądrzej i chętniej czerpał ze swoich północnoafrykańskich korzeni. Na status francuskiej mega-gwiazdy bez wątpienia zapracował w pocie czoła. Trudno więc pogodzić się z tym, że nagrywa błahe popowe piosenki.
Indie, eksperyment, afro-beat głosi profil myspace artysty. Tego na najnowszym krążku nie uświadczymy w ogóle. Utwór tytułowy prezentuje się jako mdły, nieatrakcyjny, podobnie jak "Mabrouk Aalik" niepotrzebnie utopiony w dźwiękach gitary akustycznej. "Ila Liqa", dla odmiany syntetyczne od początku do końca, to idealna definicja nijakości. Ale spokojnie, nie skreślajcie tego albumu. Więcej potknięć nie ma.
A te wspomniane wcześniej idą w niepamięć, gdy tylko puścimy "It's an Arabian Song". Trąbka Arthura Simona, przesterowana gitara Bruna Mamana i maghrebski rytm składają się na totalnie hipnotyzującą całość.
Niespokojny duch, czy może raczej tajemnica ukryta w algierskiej muzyce chaabi i rai determinuje udane "Selu", a przede wszystkim imprezowe, zadziorne "Mine Jai". Decyduje się Taha na ciekawe muzyczne poszukiwania, bo w otwierającym "Je t'Aime Mon Amour" wyraźnie pobrzmiewa blues, a w obdarzonym niemożliwym do zapomnienia refrenem "Ha Baby" - country. Co istotne, rzadko zawodzi jako kompozytor, nigdy jako wokalista. Z taką swobodą, emocją i charyzmą umieją śpiewać tylko dzieci Afryki.
Szkoda, że nie rozumiemy (większość kawałków jest po arabsku), o czym rozprawia. Warto poszperać za tłumaczeniem, poruszył bowiem imponujące spektrum tematów - od dorobku muzułmańskich filozofów i pisarzy, przez egzystencjalne pytania, na samotności, śmierci i - jakżeby inaczej - miłości kończąc. Często jego intencje można wyczuć. Zamykające płytę "Agi" to bez wątpienia jedna z najładniejszych poświęconych uczuciom piosenek w ostatnim czasie. Jeżeli rzeczywiście poznajemy mężczyznę po tym jak kończy, to Taha zdał ten egzamin na medal.
Rachid Taha
"Bonjour"
Wyd. Wrasse/Kartel Music
Cena: 59,99 zł
Data premiery: Luty 2010
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w
jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją,
fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o.
Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione
pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.



DRUKUJ z Kyocerą
WYŚLIJ
Zakup Usług
WYKOP
GOOGLE
BLIPNIJ
STUMBLEUPON
facebook