r e k l a m a

Sade "Soldier of Love" ****

Wojciech Lada 25-02-2010, ostatnia aktualizacja 25-02-2010 16:37

Wszystko czego dotknie Sade zamienia się w platynę. Kto wie, może właśnie dlatego na przestrzeni 30 lat artystka nagrała zaledwie sześć studyjnych płyt?

źródło: materiały prasowe

Po co więcej, skoro każdy z nich utrzymywał się tak długo na listach bestsellerów, że brak aktywności Sade praktycznie nie był odczuwalny? A więc marketingowy cynizm? Lenistwo? A może po prostu niedobór pomysłów? W końcu czegokolwiek by o płytach Sade nie mówić, jakkolwiek nie zachwycać się ich wyrafinowaną formą, szlachetnymi melodiami, eleganckim i wysmakowanym podejściem do stylistyki pop, nikt przecież nie zaprzeczy, że od trzech dekad piękna Brytyjka o nigeryjskich korzeniach gra w zasadzie dokładnie to samo. Inna rzecz, że "to samo" gra jak nikt inny.

W tym kontekście "Soldier Of Love" jest po prostu kolejną płytą Sade. Na pewno nie wybitną, ale z ogromną klasą. Mniej tu może myślenia o przebojach - jak w przypadku poprzedniej produkcji "Lovers Rock" - więcej żonglerki klimatem. Mniej grania, więcej wysmakowanej zabawy ciszą, pauzą i ascetycznymi aranżacjami. Mniej wreszcie "czarnych" korzeni - tych przewijających się zawsze w tle jej płyt wątków soulu - więcej szykownego, europejskiego popu.

Zmiany niby kosmetyczne, ale być może to dzięki nim pięćdziesięcioletnia i od dziesięciu lat milcząca artystka doskonale odnajduje się ze swoją muzyką w świecie brzmień końca pierwszej dekady XXI wieku. Dotychczas wszystkie płyty Sade sprzedały się w łącznym nakładzie 50 milionów egzemplarzy. Wiele wskazuje, że dzięki takim hitom jak tytułowy, nieco militarystycznie-patetyczny "Soldier Of Love" czy delikatne, rewelacyjnie zaśpiewane "Long Hard Road" kolejne dziesięć milionów na koncie nie będzie stanowić większego problemu.

Sade

"Soldier of Love"

Sony Music

Życie Warszawy