r e k l a m a

Vampire Weekend "Contra" *****

Dominika Węcławek 28-01-2010, ostatnia aktualizacja 28-01-2010 21:36

Bez kompleksów, bufonady i silenia się na cokolwiek Vampire Weekend powraca z drugą płytą. I uciera nosa tym, którzy powątpiewali w to, czy przyszłość genialnych dzieciaków z Nowego Jorku będzie tak świetlana, jak obiecywałby ich debiut.

źródło: materiały prasowe

Zaszufladkowanie gatunkowe działalności artystycznej dowodzonego przez dwudziestopięcioletniego Ezra Koeniga zespołu musiało przysporzyć pismakom wielu bezsennych nocy. Młodzi amerykańscy artyści dokonali bowiem tak świeżego połączenia dwóch, zdawałoby się odległych koncepcji muzyki, że aż trudno uwierzyć iż wszystko przebiegło bezboleśnie.

Czwórka chłopaków wzięła wszystko to, co fajne i nowe w trendach indie rockowych. Wszechobecne gitarowe riffy wypiera więc elektronika, a - tak, to paradoks - brzmienie jest pobrudzone w bardzo estetyczny sposób. Ani perkusja, ani wokale nie mają też szans na eksplozję. To jeszcze nic dziwnego. Ale żeby do tak pomyślanego repertuaru dodać rytmy południowoafrykańskich przedmieść? Tymczasem okazuje się, że na "Contrze" śmiało poczyna sobie kwaito - brawurowa wariacja w temacie rdzennej muzyki RPA, house`u, a ostatnio też hip-hopu czy reggaetonu. Syntezatory połączono z brzmieniami bębnów, których taktu zdecydowanie nie da się wyklaskać na cztery.

Po tym wszystkim można by się spodziewać wojny światów, mamy jednak harmonię. Otwierająca krążek przebojowa "Horchata" brzmi tak słodko i słonecznie, jak tylko wskazywałaby nazwa - mowa jest bowiem o mlecznym napoju pozyskiwanym ze specjalnej odmiany migdałów. Cała pierwsza połowa krążka jest cudownie niezmanierowana, radosna i taneczna, choć daleka od banału. Zachwyca bogactwem i kreatywnością kompozycji, ale też błyskotliwą uszczypliwością tekstów. Weźmy takie "California English", piosenkę nagraną zgodnie z najnowszymi trendami, tak afrykańskimi jak i amerykańskimi, bo przy użyciu auto-tune`a.

Wyśmienite okazują się pomysły aranżacyjne. W "Run" górę biorą smyki i klawisze chwilami przywodzące na myśl brzmienia barokowe. Zamiast pierwotnego tańca półnagich ciał, przed oczyma wyobraźni stają upudrowane twarze, peruki, i ciasno związane gorsety. Ale hola! to wciąż muzyka po rockowemu zadziorna i na popową modłę przebojowa.

Przypomina o tym "Cousins" nawiązujące do estetyki ska, czy mocno syntetyczne "Diplomat`s son" które zarzuca pomost między niespokojnymi dokami portowymi Johannesburga i kryjówkami Tamilskich Tygrysów na Sri Lance. Jednak zamiast wystrzałów z broni w tle słychać głos tej, która jeszcze trzy lata temu obiecywała w przebojowym "Paper Planes", że chce tylko strzelać i liczyć pieniądze wrogów, czyli samej M.I.A. .

Na deser zaś zamiast doprowadzić słuchaczy do kompletnego szaleństwa, Vampire Weekend zapewniają chwilę wytchnienia i czas na refleksję. Zamykające płytę "I Think UR a Contra" jest bowiem pełne przytłumionej przestrzeni. Dźwięk rozlewa się wraz z kolejnymi partiami skrzypiec, dla których kontrapunktem staje się plemienny rytm niespiesznie nabijany na bębnach.

Dziesięć utworów składających się na "Contrę" stanowi doskonałą, złożoną i wielowarstwową całość. A jednak po wszystkim pozostaje niedosyt, bo tak, jak wakacje, tak i ten album mógłby nigdy się nie kończyć.

Vampire Weekend "Contra" wyd. Sonic Data premiery: 18.1 Cena: 49,90 zł

zyciewarszawy.pl