r e k l a m a

Rosjanie obwiniają polskich pilotów za Smoleńsk

Grażyna Zawadka,Piotr Nisztor 12-01-2011, ostatnia aktualizacja 13-01-2011 11:44

Raport Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego mówi tylko o błędach załogi, na którą wywierano presję. O roli kontrolerów milczy.

Załoga lądowała mimo złych warunków i zignorowała ostrzeżenia o zbliżającej się ziemi. Na pilotów wywierano też presję, by lądowali – to, według Międzypaństwowego Komitetu Lotniczego (MAK), bezpośrednie przyczyny katastrofy Tu-154 10 kwietnia pod Smoleńskiem.

Szefowa MAK Tatiana Anodina zaczęła konferencję prasową od wyrazów współczucia i przypomnienia, że katastrofa prezydenckiego Tu-154 pod Smoleńskiem „wstrząsnęła całym światem”.

– Zginął polski prezydent, jego małżonka, ważni działacze państwowi, religijni i polityczni. Musimy opublikować prawdę, nawet jeśli jest gorzka – mówiła Anodina.

Przypomniała jednak, że to załoga decydowała o lądowaniu. „W związku z normami międzynarodowymi dowódcy podejmują samodzielne decyzje dotyczące lądowania i startu i ponoszą za nie pełną odpowiedzialność. Analogiczne zapisy istnieją też w polskim prawie”.

A jaka jest prawda według strony rosyjskiej? Całą odpowiedzialnością za tragedię MAK obarcza Polaków.

– Osoby obecne w kokpicie wywierały presję, aby lądować – mówiła Anodina, choć przyznała, że nie ma dowodu, by prezydent Lech Kaczyński polecił lądować w Smoleńsku.

Presję miał wywierać dowódca Sił Powietrznych gen. Andrzej Błasik. Sensację wzbudziła informacja MAK, że miał we krwi 0,6 promila alkoholu. Ale polscy eksperci twierdzą, że wynik badania krwi wykonanego po śmierci może być niemiarodajny. W kokpicie był też szef protokołu dyplomatycznego MSZ Mariusz Kazana.

Samolot był sprawny, nie było awarii ani wybuchu. Także stan lotniska nie przyczynił się do katastrofy. Za to załoga była źle wyszkolona – wynika z rosyjskiego raportu. MAK nie wymienia żadnych zaniedbań kontrolerów z wieży lotniska w Smoleńsku.

– Załoga otrzymywała wielokrotnie informacje, że warunki na lotnisku w Smoleńsku nie pozwalały na lądowanie [...] Załoga nie zdecydowała się na skorzystanie z lotniska zapasowego [...] Nie ma winy po stronie kontrolerów lotu i złego stanu technicznego lotniska Siewiernyj – twierdziła Anodina.

Według raportu, Tu-154 był wprawdzie wojskowy, ale lot miał charakter cywilny, więc decyzja o lądowaniu zależała tylko od załogi.

Szef MSWiA Jerzy Miller stwierdził wczoraj, że „nie polemizujemy z zarzutami stawianymi stronie polskiej”, lecz uznał, że w raporcie są braki. Mówią o nich ujawnione wczoraj polskie uwagi do raportu. Czytamy w nich, że „stan i przygotowanie lotniska w Smoleńsku były na tyle niezadowalające, że Rosjanie nie powinni wyrazić zgody na lądowanie polskiego Tu-154”. Rosjanie uwzględnili tylko część uwag. – Czujemy niedosyt – skomentował to Miller. Dodał też, że nie jest w stanie na razie określić konkretnej daty zakończenia prac polskiej komisji wyjaśniającej okoliczności katastrofy smoleńskiej.

Życie Warszawy