r e k l a m a

Lao Che „Prąd Stały / Prąd Zmienny” ***

Marcin Flint 18-03-2010, ostatnia aktualizacja 18-03-2010 20:56

Studencki hip-hop, siarczyste zagrywki na ludowo, ale też wyrafinowane, progresywne granie - Lao Che to muzyczny bigos. O ile jednak do bigosu można wrzucić dużo, a nawet zostawić go na gazie i przypalić z pożytkiem dla smaku, to przesadzać nie należy. Spiętego z ekipą tym razem zdecydowanie poniosło.

Lao Che
źródło: materiały prasowe
Lao Che "Prąd Stały / Prąd Zmienny"

Osoby zachowawczo podchodzące do słuchania płyt, proszę usiąść spokojnie w fotelu i głęboko oddychać. Ilustracyjną, niepokojącą "Historię Stworzenia Świata" uda się przełknąć bez problemu. Przy "Krzywoustym" nie będzie już tak łatwo. Klubowy puls, opętańcze dźwięki, ostre gitarowe riffy i wydzierający się wokalista tworzą coś na kształt pokracznej, dość mocno spóźnionej, polskiej odpowiedzi na nu rave. A Płocka formacja idzie dalej. Szarżuje na całego, serwując programowane linie perkusyjne, naiwne, nowofalowe partie klawiszowe, sporo szumów i hałasów. Gorzej, że robi to bez poczucia słyszalnej celowości takich zabiegów, ot, dla hecy, by tylko coś się działo i udało się jakoś ten swój alternatywny rock urozmaicić.

Sporo żalu można mieć do Spiętego. Gdy na płycie „Gospel” karkołomnie, raz po błazeńsku, raz w uniesieniu żonglował symbolami, pasowało to do koncept-albumu o Bogu. Rozpasany, rozwydrzony, acz kreatywny język solowych „Antyszantów” również świetnie się sprawdzał, przystając do konwencji. Tymczasem „Prąd Stały / Prąd Zmienny” nie ma już nadrzędnego, błyskotliwego pomysłu czy swojej własnej sfery językowej. Trochę uniesienia, sporo przaśnych linijek, wiele częstochowskich rymów co do których ironicznego zabarwienia wcale nie można mieć pewności.

"Od wielkiego wybuchu wszystko się zaczęło, kosmos miał wiatry i upiornie go wzdęło" – tak zaczyna się album. To i tak lepsze od bełkotliwych „Dłoni” z rarytasami w rodzaju „Patrzę ja na dłonie twoje / moje, twoje, twoje, moje / moje dłonie chcą być twoje”. Niestety, kiedy lider Lao Che wyznaje "Cóż, były ongiś usta, co sedno mówiły / No były, były, były... ale się zmyły", brzmi to cokolwiek autobiograficznie. Zwłaszcza, że przekazywane treści absolutnie nie przystają do muzycznych poszukiwań.

Czyżby więc klapa? Otóż nie. Po cytowanych „Dłoniach” krążek niespodziewanie nabiera werwy, sensu i polotu. Narwany, transowy, kuszący przełamanym rytmem „Kryminał” sprawnie maluje obrazki z portowej dzielnicy. Po nim następuje utwór tytułowy. Znakomity. Monumentalna rzecz nasuwająca na myśl defilady, zapomniane pieśni doprawione całą masą rumorów i chrobotów. „I przepływa dobry duch / elektryczny anioł stróż / kontakt klik, światło pstryk / głowę w puch złóż” - śpiewa Spięty, przypominając o swym niebagatelnym piosenkopisarskim potencjale. Nawet jeśli „Wielki Kryzys” nie jest szczególnie udany, to udało się go umiejętnie, z punkową furią zakończyć. Na koniec czeka natomiast nieco emocji: podczas gdy „Sam O’Tnosc” ujmuje swym smutkiem, „Zima Stulecia” rozczula tą uroczo nieświeżą aranżacją w stylu kompozycji Andrzeja Korzyńskiego. Nie można było tak od początku? „Prąd Stały / Prąd Zmienny”

Lao Che

Wyd. Antena Krzyku / Open Sources

Cena: 34,99 zł

Data premiery: 1.03.2010

zyciewarszawy.pl