r e k l a m a

Niezniszczalni ***

Rafał Świątek 20-08-2010, ostatnia aktualizacja 20-08-2010 11:07

USA 2010, reż. Sylvester Stallone, wyk. Sylvester Stallone, Jason Statham, Jet Li, kina: Cinema City: Arkadia, Bemowo, Galeria Mokotów, Janki, Promenada, Sadyba, Multikino: Targówek, Ursynów, Wola Park, Złote Tarasy, Atlantic, Kinoteka, NoveKino: Praha

źródło: materiały prasowe
źródło: materiały prasowe

Gratka dla miłośników mocnej, męskiej rozrywki. W „Niezniszczalnych” Sylvester Stallone zgromadził na planie dawne i obecne gwiazdy kina akcji: od Arnolda Schwarzeneggera i Bruce’a Willisa przez Jeta Li po Jasona Stathama. Połączył nostalgię za epoką kultu macho z pastiszem. Chwilami jest to niezła zabawa. Gdyby Sly był jeszcze lepszym reżyserem...

Czytaj też: Stallone kpi z siebie

W „Niezniszczalnych” nie tylko stanął za kamerą i napisał scenariusz do spółki z Davem Callahamem (m.in. „Horsemen – jeźdźcy Apokalipsy”), ale zagrał także główną rolę. Wcielił się w Barneya Rossa dowodzącego grupą najemników, którzy mają za zadanie obalić latynoskiego dyktatora rządzącego wyspą gdzieś w Południowej Ameryce. Barney przekona się, że groźniejszy od marionetkowego tyrana jest jego doradca, były agent CIA James Munro. On zamierza stworzyć na wyspie kokainowy kartel.

Oglądaj tv.rp.pl: Dawni herosi wracają do łask

Drużynę dowodzoną przez Stallone’a tworzą m.in. chiński gwiazdor filmów sztuk walki Jet Li i Jason Statham, który popularność zdobył dzięki cyklom „Transporter” i „Adrenalina”. Stallone wyciągnął także z lamusa Dolpha Lundgrena (zagrał w „Rockym IV” radzieckiego boksera Drago). A jako Munroe’a obsadził Erica Robertsa, brata słynnej Julii. Znalazł nawet miejsce dla Mickeya Rourke’a.

Jednak największą gratką dla fanów kina akcji jest spotkanie Stallone’a z Arnoldem Schwarzeneggerem i Brucem Willisem. Obaj panowie pojawiają się na chwilę, ale ich przekomarzanie się ze Slyem to najlepszy fragment filmu.

Zobacz fotosy z filmu

„Niezniszczalni” są rozbrajająco infantylni i brutalni, choć przemoc jest potraktowana umownie – jatki rozegrane zostały w komiksowym stylu.

Skąd więc aż trzy gwiazdki? Pierwsza za to, że Stallone wreszcie potraktował samego siebie z przymrużeniem oka. Druga za pomysł, by obsadzić w filmie największych twardzieli. A trzecia, bo mam do tego rodzaju kina słabość.

Życie Warszawy