Wszyscy inni *****
Niemcy 2009, reż. Maren Ade, wyk. Birgit Minichmayr, Lars Eidinger, Hans-Jochen Wagner, Nicole Marischka, kina: NoveKino Wisła.
Ludzie najwyżej z pozoru są mili, ale nawet to pozytywne pierwsze wrażenie szybko się zmienia, gdy dają się poznać bliżej. Ta niewesoła konkluzja przychodzi do głowy w trakcie oglądania drugiej fabuły w dorobku Maren Ade – niewielkim, za to hojnie nagradzanym. Za swój debiut – w Polsce nieznany – młoda niemiecka reżyserka i producentka otrzymała m.in. nagrodę jury w Sundance w prestiżowej sekcji World Cinema (podczas ostatniej edycji festiwalu został do niej zaproszony po raz pierwszy polski film, dramat Jacka Borcucha „Wszystko co kocham”). Natomiast obraz „Wszyscy inni” dostał trzy nagrody Berlinale – Srebrnego Niedźwiedzia dla drugiej najlepszej fabuły, tę samą statuetkę wręczono najlepszej aktorce – Birgit Minichmayr, doceniono też pracę scenografki.
Film przedstawia nagą prawdę o związkach, tak trudną do przełknięcia jak w przypadku genialnych „Scen z życia małżeńskiego” Ingmara Bergmana. Niestety, pokazaną w dużo mniej zajmujący sposób, choć świetnie odegraną. Nagrodzona Minichmayr wcieliła się w Gitti – szczerą młodą kobietę (bohaterowie są po trzydziestce) związaną z branżą muzyczną. Tyczkowaty Eidinger to Chris – zdolny architekt i raczej zamknięty w sobie, humorzasty ponurak. Ich związek dopiero raczkuje, więc by go dotrzeć, oboje wyjeżdżają na Sardynię, do willi jego rodziców. Reżyserka bezlitośnie obserwuje ich próby otwarcia się na siebie. Wydają się niedobrani, ale ich różne charaktery – Gitti jest impulsywna, a Chris cierpliwy – dobrze się dopełniają. Gorzej z nastrojami irytującego mężczyzny, który zataja przed ukochaną porażkę w prestiżowym konkursie. Oczywiście Gitti w końcu się o niej dowiaduje, ale od kogoś, kogo wyjątkowo nie cierpi – obcesowego przyjaciela Chrisa, który także jest architektem, ale odnoszącym sukcesy. Jego żoną jest spełniona zawodowo, piękna, sympatyczna, a jeszcze do tego w ciąży, projektantka mody. W porównaniu z Hansem i Saną związek pierwszoplanowych postaci wypada blado i nieprzekonująco.
Dwie kolacje spędzone razem przez Gitti, Chrisa i drugą parę stanowią punkty zwrotne filmu. Dopiero na tle Hansa i Sany widać pęknięcia w relacjach głównych bohaterów. Chris popisuje się i płaszczy przed świetnie zarabiającym architektem, bo zależy mu na jego poparciu. W imię przyszłych korzyści pozwala na brak szacunku w stosunku do Gitti, która nie kryje się ze swoją irytacją „burżujami”. Widać też, że Chris nie szanuje swoich rodziców, co wprowadza jego dziewczynę oraz Sanę w konsternację. W końcu Gitti naprawdę ma już dość i postanawia uczynić radykalny krok.
Film o takiej tematyce – brutalnie psychologiczny i wiwisekcyjny – musi przez cały czas angażować uwagę widza. I to udaje się Maren Ade przez większość seansu. Ale nie przez całe dwie godziny. Sto dziewiętnaście minut to trochę za dużo jak na okrutną psychodramę.
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w
jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją,
fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o.
Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione
pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.



DRUKUJ z Kyocerą
WYŚLIJ
Zakup Usług
WYKOP
GOOGLE
BLIPNIJ
STUMBLEUPON
facebook