Koniec z zamykaniem kin
O wstrzymaniu przebudowy kina Luna, ratunku dla nierentownego NoveKino Praha i wizji zasilenia budżetu podupadającej spółki mówi prezes Instytucji Filmowej Max Film. Z Pawłem Doktórem rozmawia Anna Brzezińska.
Pana poprzednik Lech Jaworski odchodząc, stwierdził, że zarządzanie Max Filmem to koszmar. Nie obawia się pan tego, biorąc się za podupadającą spółkę?
Paweł Doktór: Nie wiem, co przez to rozumiał. Zarządzanie takie jak dotychczas było prezesowaniem. My chcemy wprowadzić normalną biznesową strukturę.
Czego możemy się spodziewać? Na razie mówi się o zwolnieniach...
Wprowadzana przez nas reorganizacja to nie zmiana kosmetyczna. Biura mają zatrudniać 13 osób – do tej pory było ich dwa razy tyle. Ograniczyliśmy głównie liczbę stanowisk dyrektorskich. Z siedmiu do trzech. Centrala ma pomagać kinom w Polsce, a nie odwrotnie. To nie działy administracyjne, a kina generują przychody. Ich specyfika wymaga zarządzania przez samodzielnych kierowników, znających rynek lokalny.
Skupmy się na Warszawie. Tu Max Film prowadzi już tylko trzy kina. Pochwala pan zamknięcie m.in. Relaksu, Skarpy, Warsu?
Nie oceniam. Od tego jest rada nadzorcza, a w niektórych przypadkach prokurator. Moim zadaniem jest postawienie firmy na nogi. Jak najmniej staram się dotykać przeszłości.
A kino Ochota? Nasz majątek jest w fatalnej kondycji. Większość kin pochodzi z lat 40. – 60. i nie może konkurować z tymi z XXI wieku. Oddanie Ochoty na teatr to dobre posunięcie, bo kino nie miało szans. Mając Lunę i Wisłę, nie potrzebujemy następnego kina studyjnego, a Och-Teatr żyje. Wedle założeń Max Film ma zajmować się działalnością komercyjną i musi realizować misję. Ale na misję mogą pozwolić sobie instytucje i organizacje, które dostają środki z budżetu. My jako spółka prawa handlowego musimy na to zarabiać.
Wypełnieniem misji miała być Luna – sztandarowa inwestycja Jaworskiego. Z początkiem roku miał się tu zacząć remont. I nic.
Wyborowi najlepszego projektu przebudowy towarzyszyły internetowe konsultacje z mieszkańcami. Okazało się, że większość jest przeciwna całkowitej zmianie kina. Wolą renowację.
I pan się do tego przychyla?
Tak. Rozważamy jedynie lekki remont, zmianę wystroju. Pomysł przebudowy był nietrafiony też z powodu kosztów. Od początku był to chwyt promujący markę Max Film, a nie realna wizja.
A jak miewa się NoveKino Praha? Jest jak Luna niedochodowe?
Zarabia tylko Wisła. Praha to nowe kino, któremu nie dano wystartować. Ma dobre wyposażenie, ale jest trochę schowane, mało rozpoznawalne. Na przełomie kwietnia i maja będziemy je promować lokalnie. Widz jest w okolicy, tylko trzeba go przekonać, że warto przyjść do kina. Jak się uda, NoveKino Praha będzie miało szansę wyjść na plus.
Wróćmy do Wisły. Od lat są problemy z własnością części gruntu, na którym stoi. Zapowiada się rozwiązanie?
Wszystkie nasze kina, także te, których sami nie prowadzimy, mają podobny problem. Gdy powstawały, nikt nie przywiązywał wagi do własności. Do Wisły ma roszczenia przedwojenna spółdzielnia, do Luny – Wojskowa Agencja Mieszkaniowa. Także kawałki Ochoty i Feminy stoją na spornych działkach. W wypadku tego drugiego procesujemy się też z firmą Kinoplex, która w związku z roszczeniami reprywatyzacyjnymi byłych właścicieli przestała nam płacić za dzierżawę. Na te problemy nie możemy reagować. Musimy czekać na rozstrzygnięcia sadów.
Dysponując nieruchomościami, nie czekacie z założonymi rękami. Chcecie sprzedać działkę o pow. ok. 4,5 tys. mkw. z biurem i magazynami przy Bobrowieckiej 11a. Cena 10 mln zł.
To powierzchnie biurowe niskiej klasy. Na inwestycję nie ma pieniędzy, a teren tylko generuje koszty sięgające 350 tys. zł rocznie. Przychody z wynajmu nie pokryją kosztów dzierżawy wieczystej. Zresztą my nie jesteśmy deweloperem, tylko instytucją filmową. Niestety, pozbyć się tej działki nie jest łatwo, bo nie ma tam planu zagospodarowania przestrzennego.
Tereny po kinach Stolica i Lotnik zostały sprzedane w 2009 roku. Max Film ma jeszcze m.in. nieruchomości przy Łubinowej i gen. Chruściela. One też czekają na sprzedaż, by załatać dziurę w budżecie spółki?
Nieruchomość przy Chruściela nie należy do nas. Mamy prawo zarządu, bo kilkanaście lat temu było tam kino Szarotka. Dziś budynek nie nadaje się do użytku. Próbujemy więc dogadać się z dzielnicą, by przejęła tę nieruchomość. Na Łubinowej zaś mamy magazyny. Jesteśmy zobowiązani do trzymania dokumentów firmy przez 50 lat, więc nie możemy ich opróżnić. Majątek, który mógł być sprzedany, już został sprzedany. Gruntów pod działającymi kinami nie zamierzamy dotykać. Nie będziemy zamykać kin, a wręcz odwrotnie. Jak się wyjaśni sytuacja z Feminą, chcemy, by znów była naszym kinem.
Jest pan pierwszym prezesem wybranym nie z partyjnego klucza. Nie boi się pan nacisków politycznych, wprowadzając te zmiany?
Nie. Zawsze mogę złożyć rezygnację. Nie muszę się nikomu podlizywać. Mam obiecaną niezależność i – jak do tej pory – obietnica jest spełniana.
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w
jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją,
fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o.
Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione
pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.



DRUKUJ z Kyocerą
WYŚLIJ
Zakup Usług
WYKOP
GOOGLE
BLIPNIJ
STUMBLEUPON
facebook