r e k l a m a

Pojedynek na internetowe dziwactwa

Marcin Flint 14-03-2010, ostatnia aktualizacja 16-03-2010 08:10

Czy można zamienić przykutych do klawiatur maniaków w oklaskiwane w klubach osoby? Owszem. W niedzielę zademonstrowano w Śnie Pszczoły odpowiedni sposób.

autor: Jerzy Dudek
źródło: Fotorzepa
autor: Jerzy Dudek
źródło: Fotorzepa
autor: Jerzy Dudek
źródło: Fotorzepa

Odbyła się tam impreza zatytułowana "Geeks Never Die". Słowo "geek" nie ma pozytywnej konotacji - nikt przecież nie chce być nazywany "dziwakiem" czy "świrem". W środowisku komputerowym oznacza jednak specjalistę, który poradzi sobie ze wszystkim. Przed zawodnikami w praskim klubie postawiono dwa zadania - wyszukiwanie informacji za pomocą Google oraz wynajdywanie niecodziennych filmików na YouTube.

- To autorska idea. choć opcję z filmikami podpatrzyłem na urodzinach u znajomych. W Stanach przedsięwzięć tego typu jest sporo - przyznaje Hrabia Henryk, pomysłodawca na zarazem prowadzący.

Wystarczą dwa laptopy, dwa rzutniki, dwie osoby chętne do pojedynku i już można się bawić.

Szczególnie interesująco zaprezentowała się rywalizacja w "guglowaniu". Wygrywał ten, który pierwszy wyszperał informację, więc po wylosowaniu tematu, startujący czym prędzej brali się do roboty. Musieli dowiedzieć się, ile kosztuje bilet na Burning Mana, sprawdzić jak zamówić piwo po grecku czy czekoladę w patois, znaleźć najbliższą całodobową aptekę w okolicy. Można było się uśmiać, ale i poszerzyć swoją wiedzę.

Część osób zapomniała zapewne, jak prosta jest odpowiedź na pytanie o życie, wszechświat i całą resztę (pisarz Douglas Adams udziela precyzyjnej odpowiedzi - 42), bądź nie zdawała sobie sprawy, że dopiero 140 wypitych z rzędu napojów energetyzujących doprowadzi do śmierci. Przybyli przekonali się, że w Stanach zbudowano dom w kształcie swastyki, a w kwestiach matematycznych Wolfram sprawdza się jako przeglądarka lepiej od Google.

Mniej dynamiczny etap poświęcony YouTube (i serwisom pokrewnym) również przyniósł wiele niezapomnianych odkryć. Prowadzący zademonstrował na wstępie unikalny film prezentujący nagiego człowieka w końskiej masce gotującego dzikie grzyby (http://www.poetv.com/video.php?vid=29461). Jeden z zawodników miał się do niego odnieść. Wpisał więc "koń kopnął człowieka Rumunia", znajdując mało może subtelną, ale przekonującą ripostę (http://www.youtube.com/watch?v=HjFNMdHxqoA). Popularnością cieszyły się filmiki japońskie - na jednym ekranie skośnooki mężczyzna demonstrował jak szybko radzi sobie z butelką wody (http://www.youtube.com/watch?v=QvqXlLkeojA), na drugim Kirsten Dunst w różowym stroju paradowała po tokijskiej dzielnicy Akihabara (niestety film jest systematycznie kasowany). Ryzykownym zagraniem jednego z uczestników okazała się przeznaczona tylko dla dorosłych, azjatycka wersja curlingu. Nie przyniosła mu zwycięstwa, publiczność wybrała konkurenta.

Pomysł na imprezę wypalił, Sen Pszczoły okazał się odpowiednim miejscem na jego realizację, a Hrabia Henryk sprawnym konferansjerem. Narzekania na szybkość internetowego łącza, czy to, że w jednym z laptopów słabo działa literka "r" zdarzały się sporadycznie, rzucane były pół żartem i nikomu nie zepsuły humoru. Nie dopisała jedynie publika - zmagania obserwowało zaledwie kilkanaście osób. Przy następnej edycji "Geeks Never Die" powinno być znacznie lepiej.

Dodaj swoją opinię

Życie Warszawy