r e k l a m a

Odebrała życie wnukom

Janina Blikowska,Marek Kozubal 08-08-2011, ostatnia aktualizacja 09-08-2011 16:30

Babcia zaprowadziła niepełnosprawne dzieci do lasu niedaleko domu i je zastrzeliła. Potem popełniła samobójstwo. – Co ją skłoniło do takiego kroku? – pytają mieszkańcy podwarszawskich Ząbek.

autor: Guz Rafał
źródło: Fotorzepa
autor: Guz Rafał
źródło: Fotorzepa
Rzecznik policji Mariusz Mrozek
autor: Guz Rafał
źródło: Fotorzepa
Rzecznik policji Mariusz Mrozek

Zanim 64-letnia Genowefa G. zabrała 2,5-roczną Justynkę i 9-letniego Kacpra do lasu położonego tuż przy osiedlu domków jednorodzinnych przy ul. Chełmońskiego w Ząbkach, napisała pożegnalny list. Kilkanaście minut po ich wyjściu, po znalezieniu listu, na ratunek dzieciom ruszył dziadek. Niestety, było za późno. Przy leśnej ścieżce znalazł ciała Justynki i Kacpra, obok nich leżała zakrwawiona babcia. Jeszcze żyła. Mężczyzna natychmiast zawiadomił policję, a ta pogotowie. Lekarz był pierwszy na miejscu zdarzenia.

– Stwierdził zgon dwojga dzieci – informuje Marek Niemirski ze stołecznego pogotowia. Kobieta została przewieziona do wojskowego szpitala przy ul. Szaserów. Zmarła jednak w izbie przyjęć.

– Do dzieci oddano strzały w głowę – mówi policjant. Obok zwłok znaleziono broń.

– Co ta Gienia zrobiła? – powtarzał ze łzami w oczach starszy pan przyglądający się policyjnej akcji w lesie.

Co się działo w rodzinie 64-latka strzelała z pistoletu, który legalnie posiadał ojciec dzieci. Mężczyzna, jak mówią sąsiedzi, związany był kilka lat temu ze służbami mundurowymi. Teraz pracował w ząbkowskim oddziale firmy, która sprzedawała sprzęt dla policji i wojska, m.in. militarne akcesoria.

– Nie wiadomo, co skłoniło kobietę do tak tragicznego w skutkach kroku – mówi Renata Mazur, rzecznik Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga.

Co było w liście pożegnalnym,  który Genowefa G. zostawiła w domu? Policja szczegółów nie podaje. Z naszych informacji wynika, że wskazała w nim, iż ma zamiar pozbawić życia dzieci. – Nie ma tam jednak informacji, dlaczego postanowiła je zabić. Dlatego musimy dowiedzieć się, co dokładnie działo się w tej rodzinie, jakie były relacje między rodzicami, dziećmi i dziadkami – dodaje jeden ze śledczych.

Wczoraj na miejscu zbrodni trwały oględziny zwłok dzieci z udziałem lekarza sądowego i prokuratora.

– We wtorek zostanie przeprowadzona sekcja zwłok zmarłych, wszczęliśmy śledztwo w sprawie zabójstwa – informuje Renata Mazur, rzecznik Prokuratury Okręgowej Warszawa-Praga.

Chciała im ulżyć w cierpieniu?

– Rodzice dzieci od razu zostali objęci specjalistyczną pomocą psychologa – informuje Mariusz Mrozek ze stołecznej policji.

Mieszkańcy osiedla przy ul. Chełmońskiego w Ząbkach są w szoku. Nie mogą uwierzyć w to, co się stało. – To spokojna okolica, a ta rodzina przecież taka normalna. Babcia opiekowała się wnukami. Często widziałam, jak szła na spacer do lasu z nimi i z labradorem pracującym z dziećmi niepełnosprawnymi – opowiada jeden z sąsiadów.

Dom, w którym mieszkały dzieci, jest zadbany. Przed budynkiem stoją basen i domek dla maluchów. – Rodzice i dziadkowie robili dla nich wszystko – mówią w Ząbkach.

Poza dwojgiem zmarłych dzieci w rodzinie jest też trzecie (przebywa w ośrodku rehabilitacyjnym). – Wszystkie dzieci od urodzenia były chore. To schorzenie genetyczne. Znajdowały się pod opieką rehabilitantów, masażystów i pielęgniarki – opowiada osoba, która dobrze zna rodzinę. – Ale może ona chciała ulżyć im w cierpieniu? – zastanawia się.

Dlaczego osoba z rodziny mogła zdecydować się na zabójstwo dzieci?

Janusz Czapiński, psycholog społeczny z Uniwersytetu Warszawskiego, mówi, że mógłby wytłumaczyć taką sytuację, gdyby babcia była jedyną opiekunką i nie widziała dla nich żadnych perspektyw.

– Trudno zrozumieć jej zachowanie. Albo można to tłumaczyć chorobą psychiczną, albo złudnym przekonaniem, że inni opiekunowie tych dzieci nie są w stanie odpowiednio się nimi zająć. Jedno nie ulega wątpliwości: kobieta miała dosyć życia – dodaje prof. Czapiński.

Dodaj swoją opinię

zyciewarszawy.pl