r e k l a m a

Przychodzi sędzia do Prokomu

31-03-2004, ostatnia aktualizacja 31-03-2004 22:34

W sobotę startuje play-off ekstraklasy koszykarzy. Tydzień temu podczas posiedzenia rady nadzorczej PLK prezes Prokomu Kazimierz Wierzbicki wyznał, że otrzymał od jednego z sędziów propozycję... kupna tytułu mistrzowskiego.

Czwartek 25 marca, siedziba Polskiego Związku Koszykówki przy ulicy Ciołka w Warszawie. Rozpoczynają się obrady rady nadzorczej Polskiej Ligi Koszykówki. Po kilku chwilach, gdy w obradach uczestniczy jeszcze szef Kolegium Sędziów PZKosz. Zbigniew Szpilewski, głos zabiera prezes Prokomu Trefla Sopot Kazimierz Wierzbicki. - Panowie, z sędziami trzeba skończyć. Jeden z nich przyszedł do mnie i powiedział, że chce za mistrzostwo Polski 40 tysięcy złotych. W zamian miał mnie pilotować co najmniej do finału mistrzostw Polski. To jest chore i nie mam zamiaru się z tym godzić - mówi wprost. Na sali zapada cisza. Wszelkie rozmowy milkną. Wierzbicki kontynuuje. - Panie Szpilewski, niech pan powie, skąd ma pan samochód renault megane i gdzie pan go serwisuje. Skąd takie same samochody mają dwaj inni czołowi polscy sędziowie? Proszę to udokumentować - grzmi wyraźnie zdenerwowany. Szpilewski nie pozostaje dłużny. - Co pan sugeruje? Spotkamy się w sądzie - grozi. - A niech pan mnie pozywa. Może dowiemy się kilku ciekawych spraw - Wierzbicki nie traci rezonu. Minął tydzień. O wydarzeniach z ubiegłego czwartku nikt nie chce mówić wprost. Możliwość rekonstrukcji wydarzeń mieliśmy tylko dzięki anonimowym wypowiedziom jego uczestników. - Nie jestem samobójcą, przecież w sobotę startuje najważniejsza część sezonu. Nie powiem nic pod swoim nazwiskiem - mówi szef jednego z dwunastu klubów Polskiej Ligi Koszykówki. - Nieoficjalnie? Nie ma problemu. Jaka była reakcja sali na wystąpienie Wierzbickiego? Siedzieliśmy cicho jak mysz pod miotłą. Nie wierzyliśmy własnym uszom. Sam myślałem sobie: co ten facet wyprawia, przecież play-off tuż-tuż, a on idzie z patykami na wojnę. - Oficjalnie nic nie powiem. A anonimowo? Cała sprawa śmierdzi i to bardzo mocno - dodaje prezes innego klubu. Wierzbicki nabiera wody w usta. Podobnie zachowują się szefowie ligi. Nieoficjalnie przyznają, że "afera Wierzbickiego" miała miejsce, ale wyraźnie ją bagatelizują. - Wedle mojej wiedzy, wspomniane przez Wierzbickiego zdarzenie miało mieć miejsce, ale dwa-trzy lata temu. Wówczas osoba mająca się powoływać na znajomości z pewnym arbitrem miała złożyć propozycję Prokomowi. To wszystko jakieś zupełne nieporozumienie. W naszej lidze nie ma możliwości, by kupić tytuł mistrzowski - mówi jeden z szefów PLK. W sobotę startuje walka o mistrzostwo Polski. Sędziowie na pewno znajdą się podczas niej pod wyjątkowo grubą lupą. - Jedynym sposobem na poprawę sytuacji jest wprowadzenie wśród nich zawodowstwa. Nie mogą być dłużej związani z PZKosz. Pewnego razu jeden z arbitrów pojawił się w moim mieście dzień przed meczem i zapytał mnie, do której agencji towarzyskiej ma się udać. Chciał, by mu za wizytę zapłacić. Oczywiście nie zgodziłem się, ale do takich sytuacji w ogóle nie powinno dochodzić - wspomina przedstawiciel jednego z klubów Era Basket Ligi. W środowisku koszykarskim aż wrze. Nic dziwnego. Skandal wybuchł tuż przed rozpoczęciem najważniejszej części sezonu. Najbogatsze kluby Era Basket Ligi, chcąc walczyć o mistrzostwo Polski, dysponują budżetami sięgającymi trzech milionów dolarów. - Jeśli to, co mówił Wierzbicki, jest prawdą, można się tylko dziwić, że nie przyjął propozycji. W końcu władze ligi na koniec sezonu za tytuł mistrzowski wypłacają premię w wysokości 85 tys. złotych. Jeśli by się zgodził i tak miałby 45 tysięcy zysku na czysto - ironizuje szef jednego z klubów. 01.04.2004 r.
__Archiwum__