r e k l a m a

Najmłodsi uczniowie potrzebują czasu

Paulina Głaczkowska 08-03-2010, ostatnia aktualizacja 10-03-2010 09:13

Sześciolatki naprawdę dobrze radzą sobie z programem pierwszej klasy - mówi Bożena Olszewska, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 220.

źródło: Archiwum

Od września w pani szkole oprócz dwóch oddziałów przedszkolnych funkcjonuje również pierwsza klasa dla sześciolatków. Pierwsze wnioski?

Bożena Olszewska: Uczymy się na doświadczeniu. Dlatego w następnej pierwszej klasie wprowadzimy kilka zmian.

Jakie to zmiany?

Przesuniemy godzinę rozpoczęcia zajęć z godziny 8 na 9. Okazało się bowiem, że rodzice nadal mają „nawyki” przedszkolne przyprowadzania dzieci nie na punkt ósmą, ale parę minut po. Poza tym sześciolatki potrzebują więcej czasu na zjedzenie śniadania, na przygotowanie się do niego niż ich siedmioletni koledzy. Uznaliśmy więc, że zamiast wprowadzać drastyczne zmiany zarówno w przyzwyczajeniach rodziców, jak i ich dzieci, dostosujemy się do nich. Skorzysta na tym też nauczyciel, który nie będzie musiał się martwić, że ma „rozbity” poranek i że np. przez przedłużające się śniadanie nie uda mu się zrealizować zaplanowanego na ten dzień programu.

A jak sześciolatki radzą sobie z programem pierwszej klasy?

Radzą, i to bardzo dobrze. To w dużej mierze zasługa nauczyciela, który przystosował system pracy do grupy wiekowej. Ma świadomość, że zajęcia nie mogą trwać kilkadziesiąt minut, ale co najwyżej kilkanaście, że sześciolatek musi mieć częściej przerwę. I to zdaje egzamin. Nie ukrywam jednak, że mieliśmy dwoje dzieci, które niestety sobie nie radziły. Widać to było już po pierwszych dniach nauki. Zaproponowaliśmy rodzicom, by przenieśli je do oddziału przedszkolnego. Jedni się zgodzili, drudzy zabrali od nas dziecko.

Czy warunki, w jakich uczą się dzieci, są jak w przedszkolu?

Tak, choć i tu były zmiany. Przez pierwszy semestr dzieci siedziały po czworo przy stoliczkach. Dopóki przyzwyczajały się do otoczenia, do nowych kolegów, takie rozwiązanie sprawdzało się. Nauczyciel zaczął jednak sygnalizować, że w tym układzie trudniej dzieciom się skoncentrować, przeszkadzają sobie. Zdecydowaliśmy się więc kupić ławeczki i usadzić sześciolatki po dwoje. Były zachwycone. Czteroosobowe stoliczki na razie są w piwnicy. Ale od września wrócą do klasy dla pierwszaków.

Życie Warszawy



-->