r e k l a m a

Od Opola do przegubowca

Konrad Majszyk , Mariusz Gruza 11-03-2010, ostatnia aktualizacja 11-03-2010 22:17

MZA pozyskały nowego pracownika. Może nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie był nim Zygmunt Kukla, znany kompozytor i dyrygent. Od dziś będzie jeździł jako kierowca na linii 507.

*Znany kompozytor Zygmunt Kukla, aby realizować swoje hobby, zatrudnił się w MZA
autor: Rafał Guz
źródło: Fotorzepa
*Znany kompozytor Zygmunt Kukla, aby realizować swoje hobby, zatrudnił się w MZA

- Kocham motoryzację i teraz realizuję swoje hobby. I jeszcze za to mi płacą – śmieje się Zygmunt Kukla, który dziś rozpoczął pracę na linii z Bemowa na Gocław.

Dyrygent, który ze swą orkiestrą Kukla Band nieraz występował w Opolu, zgłosił się do MZA w połowie lutego. – Zaproponowaliśmy mu ćwierć etatu, a pan Kukla propozycję przyjął – mówi Sławomir Ślubowski, rzecznik MZA. Muzyk będzie jeździł przez pięć dni w miesiącu i jak zapewnia, nie traktuje tej pracy jako dodatkowego źródła dochodu.

Rzeczywiście kompozytor nie narzeka na brak zajęć. Ostatnio zagrał epizod w nowym filmie Agnieszki Holland, teraz przygotowuje się do obchodów 90-lecia komunikacji miejskiej i Balu Europejskiej Arystokracji. Czy popularność nie będzie przeszkadzać w pracy? – Podczas jazdy rozmawiać nie wolno, ale nie na postoju – mówi Kukla. Chętni mogą liczyć na autografy i na ... płyty. – Wożę kilka sztuk w kabinie. Tak na wszelki wypadek – śmieje się.

Jednak dla Zygmunta Kukli praca w MZA to nie pierwszyzna, a raczej wielki come back.

– W mojej karierze zdarzyło mi się już prowadzić autobus miejski. W stolicy pracowałem od 1995 do 1998 roku – mówi Kukla.

Czy zatrudnienie kierowcy gwiazdora to chęć wypromowania pracy w MZA? Przedstawiciele spółki zaprzeczają. – Kierowców nam nie brakuje – zapewnia Ślubowski.

Sytuacja rzeczywiście się poprawiła. Jeszcze dwa lata temu kierowcy woleli pracować np. w Wielkiej Brytanii. Teraz się to skończyło. Przeprowadzane wtedy kontrole Inspekcji Transportu Drogowego wykazały, że w Warszawie na porządku dziennym było dorabianie po pracy „na czarno“ u prywatnych przewoźników. Kierowcy łamali wymogi czasu pracy i ryzykowali bezpieczeństwo pasażerów. Np. w 2008 roku ITD przyłapała u przewoźnika PKS Grodzisk Mazowiecki kierowcę z Ukrainy, który spędził za kółkiem ... 44 godziny.

MZA twierdzą, że tamte patologie udało się wykorzenić. Teraz próbują zmienić wizerunek. Wczoraj przedstawiciele MZA pochwalili się otrzymaniem nagrody „Solidny pracodawca Mazowsza 2009”.

Jak jednak ustaliliśmy, Inspekcja Transportu Drogowego prowadzi w MZA kontrolę. Czy funkcjonariusze znów znaleźli uchybienia? – Inspekcja wciąż trwa. W porównaniu z poprzednią niektóre sprawy uległy poprawie, ale nie wszystkie. Nie mogę jednak ujawniać jeszcze wyników przed zakończeniem kontroli. Poczekajmy jeszcze dwa tygodnie – mówi naczelnik mazowieckiej ITD Andrzej Łuczycki.

Życie Warszawy