r e k l a m a

Poszliśmy do stajenki

Monika Górecka-Czuryłło 03-01-2010, ostatnia aktualizacja 04-01-2010 09:59

Królowie na wielbłądach, aniołowie na szczudłach, arcybiskup Kazimierz Nycz w baranicy i tysiące warszawiaków – przez Stare Miasto przeszedł w niedzielę Orszak Trzech Króli.

autor: Przemysław Wierzchowski
źródło: Fotorzepa
autor: Przemysław Wierzchowski
źródło: Fotorzepa
autor: Przemysław Wierzchowski
źródło: Fotorzepa

W południe plac Zamkowy i okoliczne ulice zaroiły się od koronowanych głów. Kolorowe korony królewskie zakładały babcie i wnuczki, panie w eleganckich futrach, zakonnicy w habitach. Do wymarszu do stajenki na Nowym Mieście szykowały się trzy barwne orszaki, jeszcze liczniejsze niż przed rokiem. W rolę rycerzy, dam dworu i giermków wcielili się uczniowie i sympatycy szkoły Żagle, prowadzonej przez stowarzyszenie Sternik.

– Czerwony orszak to Europa, która jest „Semper Fidelis” – przedstawiał konferansjer. Jako następny, w zielonych strojach, prezentował się orszak azjatycki. – Jest okazja, aby Boga poznała Azja – zapowiadał prowadzący. Na końcu, z królem jadącym na wielbłądzie, szły wojska przebrane za Afrykanów. – Bo Afryka też Boga szuka – opowiadał przewodnik orszaku.

Drugi już Orszak Trzech Króli wyruszył spod kolumny Zygmunta. Poprowadził go, jak przed rokiem, abp Kazimierz Nycz, który zaprosił warszawiaków do wspólnej wędrówki do stajenki.

Przez Stare Miasto przeszedł barwny korowód. Nie zabrakło króla Heroda, który wraz z diabłami małymi i dużymi zaatakował wiernych na Barbakanie. Były prawdziwe wybuchy i zapach siarki. A nawet próba zmylenia orszaku fałszywym drogowskazem. – Trzymamy się naszej drogi do Pana – zagrzewali się okrzykami wędrowcy. Ale dalej przed wejściem na Rynek Nowego Miasta już dobrą drogę do stajenki wskazywały wielkie, białe anioły na szczudłach.

Rynek szczelnie wypełnił się ludźmi. Przybyło ponad 10 tys. warszawiaków. – Podobnie jak Trzej Królowie mieli od stajenki iść inną drogą, tak i my wszyscy powinniśmy wrócić stąd odmienieni. Do swoich domów, szkół, miejsc pracy – mówił w stajence abp Nycz.

– Patrz, tam jest prawdziwy Jezusek – mówiła podekscytowana trzylatka, wskazując na stajenkę. – To tylko małe dziecko – tłumaczyła mama. A potem zaczęło się wspólne kolędowanie przy akompaniamencie góralskiej kapeli.

– A zaczynaliśmy jasełka sześć lat temu w małej salce przy kościele – wspomina współorganizator Paweł Zuchniewicz. – A teraz opanowaliśmy Starówkę. Ten orszak już na stałe wpisał się w krajobraz zimowej Warszawy.

– To świetne wydarzenie. Takie integrujące i radosne – oceniało małżeństwo w średnim wieku, szukając słów kolędy w śpiewnikach rozdawanych przed orszakiem.

– Nawet nie zmarzłem – mówił dzielnie mały Mikołaj z orszaku czerwonego. A abp Nycz zaprosił na przyszłoroczny orszak, na 6 stycznia, w Trzech Króli. – Bo mam nadzieję, że nasi parlamentarzyści sprawią, że będzie to dzień świąteczny – wyraził przekonanie Nycz.

Życie Warszawy