Za drogie książki? Niech uczą bez
Podręczniki są za drogie i często się zmieniają – skarżą się rodzice w liście do MEN. Resort odpowiada: nauczyciele mogą z nich zrezygnować.
Moja córka jest w klasie maturalnej. Na początku roku szkolnego za komplet podręczników zapłaciłam ponad 500 zł. A co jeśli w domu ktoś ma dwoje albo troje dzieci? – zastanawia się Bożena Jaszczuk z Rady Rodziców Zespołu Szkół nr 48 przy ul. Irzykowskiego na Bemowie.
To właśnie ona razem z innymi rodzicami zbiera podpisy pod listem, jaki chcą wysłać do Katarzyny Hall, minister edukacji. Sprzeciwiają się w nim „polityce podręcznikowej w polskich szkołach”. Piszą, że wydawnictwa celowo często wprowadzają zmiany w podręcznikach, by nie mogły odkupywać ich młodsze roczniki uczniów.
– Niestety, nie są to zmiany kosmetyczne. Chodzi o nowe rozdziały, zmieniane treści zadań. Przez to kiermasze używanych książek, które miały być alternatywą dla drogich podręczników, stają się fikcją – przyznaje Bożena Jaszczuk.
Zdaniem rodziców, rozwiązaniem problemu byłoby stworzenie jednego podręcznika do każdego przedmiotu, który mogłyby drukować różne wydawnictwa. – W efekcie prześcigałyby się one w dbaniu o jakość, niską cenę i dostępność podręcznika w wersji elektronicznej – proponują.
Ale z zarzutami rodziców nie zgadzają się wydawcy. – Średnia cena podręcznika to ok. 20 – 30 zł. Rzadko która książka w księgarni kosztuje tak mało – uważa Marcin Karpiński z Gdańskiego Wydawnictwa Oświatowego. Przyznaje, że model: jeden podręcznik, wielu wydawców funkcjonuje w niektórych europejskich krajach, ale on wcale nie obniża cen. – Tak jest m.in. w Niemczech, gdzie podręczniki są bardzo drogie – mówi Karpiński.Jego zdaniem, mylne jest też twierdzenie, że młodsi uczniowie nie mogą odkupywać podręczników od starszych uczniów. – Z naszych analiz wynika np., że aż 60 proc. gimnazjalistów korzysta z używanych podręczników – podkreśla.
Ostrożnie do sprawy podchodzi Ministerstwo Edukacji.
– Nie mamy możliwości ingerowania w cenę podręczników czy w to, jak często wydawca decyduje się wprowadzać zmiany. My oceniamy jedynie, czy treść w nich zawarta jest zgodna z podstawą programową – mówi Grzegorz Żurawski, rzecznik Ministerstwa Edukacji Narodowej. Twierdzi, że nauczyciel jest rozliczany przede wszystkim z efektów swojej pracy, czyli z tego, czy nauczył dzieci, a nie z jakich pomocy dydaktycznych korzystał.
– Dlatego nie ma obowiązku korzystania na lekcji z podręcznika. Jeśli uważa, że jest on niepotrzebny, może z niego zrezygnować – twierdzi.Na razie akcja zbierania podpisów pod listem do ministerstwa prowadzona jest tylko w bemowskiej szkole. – Ale będziemy chcieli też zaangażować w nią inne stołeczne placówki – zapowiada Bożena Juszczuk.
Dodaj swoją opinię
Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniania lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w
jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętą digitalizacją,
fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o.
Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody PRESSPUBLICA Sp. z o.o. lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione
pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.



DRUKUJ z Kyocerą
WYŚLIJ
Zakup Usług
WYKOP
GOOGLE
BLIPNIJ
STUMBLEUPON
facebook